poniedziałek, 1 lipca 2019

Księżyc jest pierwszym umarłym - Karina Bonowicz - RECENZJA

Witam Was ponownie! Dzisiaj przychodzę z recenzją książki polskiej autorki. Jeśli jednak nie jesteście fanami polskiej literatury, to radzę Wam nie skreślać od razu tej pozycji, bo byłby to wielki błąd.



***OPIS***


Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności? Jakie przeszkody będą musieli wcześniej pokonać? Z jakimi przeciwnikami się zmierzyć? Jakich sojuszników pozyskać? Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń. 

Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy, dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.

***RECENZJA***


Do tej pory nie ekscytowałam się książkami polskich autorów, potrafiłam docenić ich plusy, ale jednocześnie zazwyczaj wydawały mi się zbyt stonowane. Kiedy zobaczyłam Książc jest pierwszym umarłym, na nic nie liczyłam. Spodobała mi się okładka i myślałam, że na tym koniec. Jednakże przeczytałam próbny pierwszy rozdział tej pozycji i mimo, że akcja się w nim nie wylewała, to ilość sarkazmu zachęciła mnie do dalszego czytania. Uznałam, że może być to dobra książka w stylu Marty Ksiel i zdecydowałam się kontynuować lekturę. Nie będę już trzymać w takim napięciu i szybciej zdradzę, sama jestem w szoku, że ta historia mnie bardzo oczarowała.



Mimo, że akcja dzieje się w Polsce, a Alicja pochodzi z Warszawy, to na szczęście przenosimy się do małego miasteczka zwanego Czarcisław. Dodatkowo za plus uważam dobór imion, które są dosyć niecodzienne, mimo, że stosowane w naszym języku: Tatiana, Natasza, Nikodem, Borys, Dymitri, a także kilka takich, które z tego co wiem, mają swoje odpowiedniki w angielskim. Dzięki temu, że polskość nie uderzała w nas na każdym kroku, książka pozwalała nam oderwać się od rzeczywistości, a tego szukam w fantasy.

Kolejnym plusem jest humor i sarkazm, czytając tę książkę po prostu nie sposób się kilka razy nie uśmiechnąć, a jednocześnie nadal potrafi ona trzymać w napięciu. Mimo, że oczy mi się już w nocy zamykały, to koniecznie musiałam skończyć rozdział, a są one tu dosyć długie. I mimo, że ciężko czyta się z zamkniętymi powiekami, to książkę odkladałam z żalem, bo byłam tak ciekawa, co będzie dalej. Połączenie takiej dawki humoru i jednoczesne utrzymanie napięcia wyszło świetnie, zupełnie się tego nie spodziewałam.

Autorka czerpała inspiracje ze słowiańskich wierzeń: guślnice, nocnice, strzygonie oraz wilkodlaki - są to tak naprawdę czarownice, nocne demony, wampiry oraz wilkołaki, ale przedstawione trochę od innej strony. Odrzucone zostają z nich jednakże schematy z książek typu Zmierzch. Jakie było moje zdziwienie, kiedy nasz twardziel, zamiast pozostać twardzielem, boi się ratować głównej bohaterki lub z łatwością zostaje pokonany. Kiedy już wyszłam z szoku, uznałam, że jak na siedemnastolatka, zachował się on "normalnie". Coś próbował zrobić, ale to nadal tylko nastolatek i nie wyszło, ma to sens. Cieszę się, że autorka faktycznie orientuje się, jak wyglądają i zachowują się osoby w tym wieku.



Dodatkowo, im więcej z czasem dostajemy informacji, tym więcej pragniemy ciekawostek. Razem z nimi pojawiają się nowe tajemnice, których rozwiązanie bardzo chcemy poznać. Z każdym rozdziałem autorka rozszerza historię i wykreowany przez siebie świat, który wciąga nas coraz bardziej z każdą stroną.

Gdzie diabeł mówi dobranoc jest świetnie zapowiadającą się serią, która zasługuje na rozgłos. Samej ciężko mi w to uwierzyć, ale sądzę, że to jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Moi drodzy, dajcie szansę polskim autorom, bo coraz częściej reprezentują oni poziom tak wysoki, jak w dobrych zagranicznych książkach. Ja się swoich uprzedzeń zaczynam pozbywać i życzę Wam tego samego.

***MOJA OCENA***

★★★★★★★★★☆


Pozdrawiam ciepło 
Gosia 


2 komentarze:

  1. Do polskich autorów nic nie mam, często po nich sięgam. Za to fantastyka to już nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety mi ta książka nie podpasowała:/ Może kiedyś do niej jeszcze wróce i się przekonam

    OdpowiedzUsuń

Za każdy komentarz ślicznie dziękuję :-)