niedziela, 12 sierpnia 2018

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z Zaginionymi, których autorką jest Patricia Gibney. Ta książka to niesamowity kryminał i thriller, który nie pozwalał mi się odłożyć i sprawiał, że serce biło mi szybciej, a także wstrzymywałam oddech. Zapraszam do poznania mojej opinii

***OPIS***

Dół, który wykopali, miał mniej niż metr głębokości. Maleńkie ciało spoczywało w białym worku po mące. Trzy pary przerażonych oczu przyglądały się tej scenie z okna na trzecim piętrze. Chłopiec siedzący w środku odezwał się, nie odwracając wzroku: Ciekawe, które z nas będzie następne?

Kiedy w katedrze zostaje odnalezione ciało kobiety, a drugie, tym razem młodego mężczyzny, zawisa na drzewie przed jego domem, detektyw inspektor Lottie Parker rozpoczyna śledztwo. Oba ciała mają na nogach charakterystyczny, nieudolnie wykonany tatuaż. Niewątpliwie ofiary coś łączyło. Ale co? Trop prowadzi Lottie do Domu św. Angeli, dawnego przytułku dla dzieci, z którym wiąże się mroczna przeszłość rodziny inspektor Parker. Teraz to sprawa osobista. Podczas gdy Lottie zaczyna dostrzegać związek pomiędzy nowymi zbrodniami a morderstwami sprzed dziesięcioleci, znika bez śladu dwóch nastolatków. Lottie musi wytropić zabójcę, nim ten uderzy ponownie, ale czy tym samym nie narazi swoich dzieci na śmiertelne niebezpieczeństwo? Wkrótce Lottie stanie twarzą w twarz z szaleńcem, który ma zdecydowanie inne niż ona pojęcie sprawiedliwości. 

Ten wciągający thriller zachwyci fanów Rachel Abbot, Karin Slaughter i Roberta Dugoniego, gwarantując porywającą lekturę do późnej nocy.





***RECENZJA***


Ostatnio żyłam w świecie fantastyki i, niestety, Zaginieni musieli poczekać na regale na swoją kolej. I wiecie co? Strasznie żałuję, że nie rzuciłam wszystkiego i nie zaczęłam ich czytać, bo okazała się to niesamowita lektura!

Detektyw inspektor Lottie Parker, to... normalna kobieta. Ma trójkę dzieci, które bardzo kocha, problemy rodzinne oraz rachunkowe. Poznajemy ją, kiedy zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie zamordowanej kobiety w katedrze. Sprawa z pozoru nieskomplikowana, z czasem ujawnia nowe tajemnice i sekrety, a także kolejne zwłoki. Bohaterowie tej książki są dobrze wykreowani, jednakże żaden z nich nie wzbudził we mnie wyjątkowych emocji, po prostu ich polubiłam, ale zupełnie się nie przywiązałam.

Podobały mi się również różne perspektywy bohaterów książki, mimo, że większość uwagi poświęcamy Lottie, to między innymi mamy też fragmenty od tzw. "mężczyzny", który jednocześnie jest mordercą.



Autorka ma przyjemny styl pisania, odniosłam wrażenie, że staje się on coraz lepszy podczas lektury. Aby podtrzymywać napięcie Patricia Gibney oszczędza nam zbędnych opisów, dzięki czemu książkę się czyta błyskawicznie.

Tak jak wspomniałam akcja Zaginionych cały czas pędzi i rozwija się, w momencie, w którym poukładaliśmy już sobie fakty i wydaje nam się, że przewidzieliśmy zakończenie, autorka dorzuca nam nowe tajemnice i sekrety z przeszłości. Ostatecznie możemy tylko czytać i czekać na nowe rozwiązania. Cały czas towarzyszy nam aura tajemniczości, która dodatkowo nakręca naszą ciekawość. Pewne rzeczy udało mi się odgadnąć, jednak myślę, że zakończenia nikt w całości nie przewidzi. 



Podsumowując: polecam tę pozycję bardzo serdecznie fanom kryminałów i thrillerów. Może osoby, które czytają tylko lub w większości te gatunki, nie będą tak bardzo zaskoczone, jednak ja jestem zachwycona. Spędziłam z tą książką chwile pełne emocji, kiedy serce szybciej mi biło i czytałam z zapartym tchem. Nie przeczytałam wszystkich książek Wydawnictwa NieZykłe, ale na ten moment na żadnej się nie zawiodłam - oby tak dalej. Z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy z tego cyklu. Polecam!


***MOJA OCENA***

★★★★★★★★★☆


Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictu NieZwykłe


Pozdrawiam!
Gosia
Cześć kochani!
Zapytałam Was w ankiecie na instastories, czy chcielibyście post ze swatchami zestawu Sephora Favorites Lips Selection. Z racji tego, że większość osób odpowiedziała pozytywnie przygotowałam dla Was ten wpis.
W skład tego zestawu wchodzą 4 pomadki i jeden błyszczyk. Błyszczyk Too Faced oraz pomadka Kat Von D w odcieniu Lovecraft to miniaturki. Natomiast produkty: Huda Beauty w odcieniu Bombshell, Makeup Forever True Red i Sephora Cream lip stain 13 są pełnowymiarowe. Cały zestaw kosztuje 135. Moim zdaniem to atrakcyjna cena w porównaniu do wartości kosmetyków, które się w nim znajdują. Gdybym kupiła te wszystkie pomadki osobno, zapłaciłabym 300-400zł.




Od lewej: błyszczyk Too Faced Lips Injection | Sephora Cream lip stain 13 | Kat Von D Lovecraft | Makeup Forever True Red | Huda Beauty Bombshell



Który kolor najbardziej Wam się podoba? Mnie najbardziej podobają się Huda Beauty Bombshell i Kat Von D Lovecraft :) Za jakiś czas będziecie mogli spodziewać się recenzji pomadek z tego zestawu.


Zapraszam Was do zaobserwowania naszego profilu na Instagramie, gdzie z Gosią działamy bardzo aktywnie. Dodajemy tam zdjęcia zapowiadające nasze posty, dzięki czemu będziecie wiedzieć o nich pierwsi! 😉 https://www.instagram.com/ogrod_zycia/  Zapraszam Was również do polubienia nas na

Facebooku https://www.facebook.com/Goojko/ i Snapchatcie: ogrod_zycia gdzie dodajemy unboxingi paczek.

Miłego dnia,
Oliwia


wtorek, 7 sierpnia 2018

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z drugim tomem niesamowitej serii Wielkich Płaszczy - Cieniem rycerza. Bardzo długo czekałam na tę pozycję i nareszcie mogłam przeczytać tę cegiełkę. Zapraszam do poznania mojej opinii na temat tej książki.

***OPIS***


Tristia to kraj przeżarty intrygami i korupcją. Idealistyczny młody Król Paelis nie żyje, a Wielkie Płaszcze – legendarni wędrowni trybuni, którzy zaprowadzali w królestwie sprawiedliwość – zostali napiętnowani jako zdrajcy. Lecz tuż przed tym, jak jego głowa została zatknięta na żerdzi, król zobowiązał każdego ze swoich stu czterdziestu czterech trybunów do wykonania innej misji. Falcio Val Mond, Pierwszy Kantor, z pomocą innych Wielkich Płaszczy Kesta i Brastiego wypełnił ostatnie zadanie od jego Króla: odnalazł jego czaroity – a przynajmniej jeden z nich, który zresztą okazał się całkiem czymś, a właściwie kimś, innym niż się spodziewali. Teraz ich zadaniem jest ochrona czaroitu przed tymi, którzy próbują go unicestwić. Nie byłoby z tym żadnego kłopotu, gdyby na ich drodze nie stali daishini, równie legendarna grupa asasynów, nie zapominając o książętach, którzy są zdeterminowani, by zachować władzę w swoim rozbitym królestwie.



***RECENZJA***


Tak jak wspomniałam, bardzo długo czekałam na ten pięknie wydany tom. Uwielbiam nawet po prostu patrzeć na te książki. Minimalistyczne okładki z połyskującymi elementami oraz wypukły złoty napis. Bardzo się cieszę, że pozycja ta została zaopatrzona w skrzydełka :)

Uwielbiam styl autora i klimat jaki on tworzy, jest niezwykły i niepowtarzalny. Ciężko mi go dokładnie opisać, ale atmosfera panująca w tej powieści jest naprawdę niepowtarzalna. Powiedzenie, że Sebastien de Castell ma lekki i przyjemny styl będzie prawdziwe, ale to za mało, żeby opisać klimat tej powieści.



Już wcześniej brutalny świat pokazuje swoje nowe możliwości i nową dawkę intryg oraz tajemnic. Udało mi się przewidzieć kilka momentów zaskoczenia, jednakże autor jeszcze wielokrotnie powodował u mnie wielki szok.

Przy opisach walk widać, że Sebastien de Castell jest doskonale zaznajomiony z tym tematem.  Słownictwo, a także przebieg pojedynku i stosowane podczas niego chwyty wielokrotnie zaskakują swoim dopracowaniem.



Na uwagę zasługują także bohaterowie tej powieści, których uwielbiam. Naprawdę, są świetni. Falcio, Kest, Brasti i wielu innych, to postacie, które są jedną z mocniejszych stron tej pozycji. Dodają jej klimatu, ale potrafią też rozbawić, przestraszyć, ale też dostarczyć nam całą gamę innych emocji.

Serdecznie polecam Wam serię Wielkich Płaszczy, są to książki niesamowite. Autor ma głowę pełną pomysłów i przekazuje nam je w coraz większych dawkach. Cień rycerza jest pełen akcji oraz jej zwrotów, intryg, tajemnic i zdrad. Jeśli podobał Wam się pierwszy tom, to ten zdecydowanie nie tylko utrzyma poziom, ale również go podniesie. Polecam!

***MOJA OCENA***

★★★★★★★★☆☆


Pozdrawiam!
Gosia

niedziela, 5 sierpnia 2018

Cześć!
W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić moje ulubione kosmetyki, które testowałam w ciągu ostatnich miesięcy. Dodaję je od czasu do czasu, a chciałabym to robić bardziej systematycznie, dlatego dajcie znać w komentarzach, czy tego typu posty Wam się podobają.



Pierwsze dwa produkty to tusze do rzęs. Mowa tu o Maybelline Total Temptation oraz Big Fat Lashes z Miyo Makeup. W ciągu ostatniego miesiąca używałam tylko tego duo. Ten z Maybelline bardzo dobrze wydłuża i pogrubia rzęsy, a tusz z Miyo podbija ten efekt, dodatkowo rozczesując rzęsy.



Kolejnym ulubieńcem jest paleta Soph x makeup Revolution. Jest to jedna z lepszych palet, jakie posiadam w swojej kolekcji. Cienie mają zróżnicowaną kolorystykę i dobrze się z nimi pracuje. Więcej o niej napisałam Wam w tym poście.



W ostatnim miesiącu do mojej toaletki dołączyło kilka rozświetlaczy. Perełką wśród nich okazała się paleta rozświetlaczy Sophx Makeup Revolution. Więcej napiszę o niej niedługo, ale to jaki te rozświetlacze dają błysk... Można się opalać 😂😂😂.



Ostatnią rzeczą, którą Wam polecę z kolorówki, jest Browvo! Conditionong Primer firmy Benefit. Jestem posiadaczką dosyć gęstych  brwi, dlatego do ich makijażu używam tylko tego produktu. W zamyśle jest to baza pod kredkę, czy pomadę. Jednak dzięki aplikatorowi i formule żelu bardzo ładnie układa włoski i nadaje im ładny kształt.



Jako pierwszy kosmetyk do pielęgnacji, postanowiłam wyróżnić zieloną glinkę firmy Fitomed. Bardzo dobrze mi się sprawdza przed większymi wydarzeniami, kiedy chcę, aby moja cera była w idealnym stanie. No, może prawie idealnym... Dzięki niej pozbywam się całego "syfu" z nosa :D. Jednak uważajcie - po pierwszym użyciu może Was jeszcze bardziej wysypać. Jest to efekt oczyszczania się skóry. Wszystko, co jest pod spodem, wychodzi na zewnątrz. Jednak tego typu wypryski zejdą szybciutko :).



Ostatnim już kosmetykiem, który Wam polecę jest krem nawilżający firmy Tołpa. Więcej pisałam Wam o nim na Instagramie ogrod_zycia. Mimo że do twarzy też jest dobry, ja używałam go w celu złagodzenia bólu po opalaniu :D. Sprawdza się do tego wręcz idealnie.



To już wszyscy moi kosmetyczni ulubieńcy. Jeśli chcecie więcej tego typu postów, dajcie znać w komentarzach.


Zapraszam Was do zaobserwowania naszego profilu na Instagramie, gdzie z Gosią działamy bardzo aktywnie. Dodajemy tam zdjęcia zapowiadające nasze posty, dzięki czemu będziecie wiedzieć o nich pierwsi! 😉 https://www.instagram.com/ogrod_zycia/  Zapraszam Was również do polubienia nas na
Facebooku https://www.facebook.com/Goojko/ i Snapchatcie: ogrod_zycia gdzie dodajemy unboxingi paczek.

Miłego dnia,


Oliwia

środa, 1 sierpnia 2018

Cześć kochani!
Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, (ogrod_zycia) wiecie, że ostatnie dwa tygodnie spędziłam na Malcie. Moim - wiem, że nie tylko - zdaniem, jest to wyspa schodów, balkonów i kotów. Dlatego na blogu mnie mogło zabraknąć zdjęć w tej scenerii.


Jeśli planujecie wybrać się na Maltę, musicie wiedzieć, że jest to bardzo gorący kraj, (bardzo odkrywcze) ale na szczęście w sklepach i hotelach ratuje nas klimatyzacja. W krajach Śródziemnomorskich nawet sklep ze środkami czystości może być fascynujący. Oczywiście jedynie ze względu na wcześniej wspomnianą klimatyzację ;).


Zdjęcia zostały wykonane w stolicy Malty - Valletcie, gdzie nie brak szkół językowych (patrz zdjęcie poniżej).


Tego dnia postawiłam na czerwone body, luźne spodenki - moje ulubione - oraz dosyć pojemną torebkę, w którą z łatwością zmieszczą się wszystkie potrzebne rzeczy włącznie z butelką wody. Wszystkie z wymienionych ubrań pochodzą z Sinsaya. Jedynie moje ulubione sandałki kupiłam w Decathlonie. Mają śliską "wkładkę", dzięki czemu są wodoodporne, a do tego bardzo wygodne.


Dwa zdjęcia poniżej pochodzą z Ogrodów Baraca. W mojej opinii, stolica, jak i inne miasta są zdecydowanie ubogie w kwestii zieleni. Myślę, że wiele osób ma większe ogrody przy swoich domach niż np. Ogród Baraca ;).

Jednakże możemy tu spotkać inny rodzaj roślinności niż w Polsce. Dajmy na przykład palmy (zresztą bliskie całkowitemu wyschnięciu) kaktusy i inne...


Widok, który widzicie na zdjęciu powyżej, znalazł się między innymi w scenach serialu "Gra o Tron".



Miałam to szczęście, aby zrobić kilka zdjęć w sekundzie, w której akurat nie było ludzi ;).

A gdyby żywych kotów było za mało... Znajdą się również pomniki :D


A to zdecydowanie najsmaczniejsze lody, jakie jadłam w Valletcie! Moim zdaniem również najładniejsze :) Znajdziecie je w kawiarni Amorino przy głównym deptaku. Polecam Wam smak blueberry cheesecake - cudo!

Dajcie znać, czy post Wam się spodobał. Już niedługo pojawią się kolejne stylizacje z innych maltańskich miast.

Fotograf: Anna Sajna

Zapraszam Was do zaobserwowania naszego profilu na Instagramie, gdzie z Gosią działamy bardzo aktywnie. Dodajemy tam zdjęcia zapowiadające nasze posty, dzięki czemu będziecie wiedzieć o nich pierwsi! 😉 https://www.instagram.com/ogrod_zycia/  Zapraszam Was również do polubienia nas na
Facebooku https://www.facebook.com/Goojko/ i Snapchatcie: ogrod_zycia gdzie dodajemy unboxingi paczek.

Miłego wieczoru,
Oliwia

sobota, 28 lipca 2018

Cześć kochani!
Kremy do rąk to kosmetyki, których używa większość z nas. Ja robię to szczególnie zimą. Latem często o tym zapominam, a niestety to błąd! Ręce, tak jak i całe ciało potrzebuje pielęgnacji przez cały rok. Dlatego teraz krem mam położony na półce przy wyjściu z domu i tym sposobem o nim nie zapominam.

Dzisiaj przygotowałam dla Was krótką recenzję dwóch kremów, których regularnie używam.

Kremy do rąk: Palmer's i Tołpa

Obydwa produkty kupiłam w drogerii Hebe. Każdy z nich ładnie pachnie. Jednak w przypadku, kiedy wyjmuję gdzieś krem firmy Tołpa wszyscy pytają, co tak ładnie pachnie :D. Kosmetyki różnią się konsystencją. Palmer's jest gęsty, a tołpa jest koncentratem.

  
Recenzja kremu tołpa

Naturalne kremy do rąkDrogeryjne kremy do rąk

Kosmetyk firmy Palmer's daje efekt sprężystej skóry. W przypadku tego drugiego otrzymamy efekt odżywienia i nawilżenia, chociaż nie trwa on długie godziny jak w przypadku  kokosowego. Każdy z tych produktów regularnie stosowany zdecydowanie poprawił stan wyglądu moich dłoni.


Opakowania prezentują się bardzo ładnie, są kompaktowe, idealne do torebki. Kosztują niewiele, bo około 10zł za sztukę.


Recenzja kremu do rąk Palmer's

Krem do rąk tołpa recenzje


Jaki jest Twój ulubiony krem do rąk?

Miłego dnia,
Oliwia

środa, 25 lipca 2018

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Szamanki od umarlaków Martyny Raduchowskiej. Chciałam przeczytać tę książkę od momentu, w którym pierwszy raz zobaczyłam jej okładkę i nareszcie mi się udało. Zapraszam Was do poznania mojej opinii na temat tej pozycji.


***OPIS***


Przygotujcie się na solidną dawkę znakomitego humoru, oto nowe wydanie kultowej powieści fantasy Martyny Raduchowskiej!

Kto by pomyślał, że potomkini wielkiego rodu czarodziejów, wróżbitów i telepatów zbuntuje się wobec rodzinnej tradycji… Ida Brzezińska ma osiemnaście lat i uważa magię za stek bzdur. Jak sama twierdzi, taka z niej czarownica, jak z koziego zadka waltornia. Jedyne, o czym Ida marzy, to spokojne życie młodej dziewczyny: wymarzone studia psychologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanie w akademiku, poznawanie świata… Niestety przeszkadzają jej w tym pojawiające się ni stąd ni zowąd trupy. Widzenie zmarłych i przewidywanie śmierci ludzi żyjących to magiczny dar, długo poszukiwany przez rodziców Idy. Nie jest łatwo być medium… a dodatkowo Ida ma prawdziwego Pecha!

***RECENZJA***


Wydawnictwo Uroboros ponownie stworzyło cudo na okładce i aż ciężko się na nią napatrzeć. Na żywo wygląda o niebo lepiej - grafika jest bardziej efektowna, a napisy połyskują. Dodatkowo w książce znajduje się kilka obrazków, nie jest ich dużo, ale uważam, że stanowią fantastyczny dodatek i urozmaicają lekturę. Niestety posiada jedną wadę - brak skrzydełek. Okładka się wtedy zadziera i niszczy.



Pozycja ta jest idealna dla fanów Marty Kisiel, dzięki żartobliwemu stylowi autorki. Humor jest idealnie trafiony, dzięki niemu na pewno wielokrotnie się uśmiechniecie, może nawet zaśmiejecie. Kiedy moja babcia zobaczyła tytuł i okładkę tej książki, uznała, że takich strasznych rzeczy nie czyta. Jednak mimo duchów, demonów i śmierci, ta pozycja nie buduje większego napięcia czy uczucia grozy. Trochę nad tym ubolewam, jednak Szamankę od umarlaków czyta się bardzo przyjemnie.

Martyna Raduchowksa ma talent do tworzenia postaci. Główna bohaterka Ida stanowi przyjemne przeciwieństwo w stosunku do większości książek młodzieżowych. Nie dość, że doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich magicznych korzeni i zdolności, to jeszcze zupełnie nie chce ich posiadać. Stanowi to duże ułatwienie przy ukierunkowaniu akcji i nie tracimy czasu na niepotrzebne wyjaśnienia. Ida ma cięty język oraz poczucie humoru, także powinniście ją polubić. Pozostali bohaterowie również są barwni, ciekawi i oryginalni, nie brak im śmiesznych wypowiedzi i sarkazmu. Bardzo polubiłam Teklę i ubolewałam kiedy jej nie było. Jednak moje serce skradł Łapacz snów, ale nie będę Wam psuć zabawy i nic na jego temat nie zdradzę.

Autorka często powtarza, że "Ida ma Pecha" lub "Pech ma Idę", jednak nie ma ona tego pecha w jakiś wielkim ilościach. Nie bardziej niż inni bohaterowie książek. Także myślę, że mogę zaprosić Idę i pokazać jej, jak to jest mieć pecha i nie tracić optymizmu :)




Akcja nie pędzi w zawrotnym tempie (to podobno nas czeka w 2 tomie), pierwsza połowa jest ciekawa, ale więcej w niej humoru niż akcji. Nie uważam tego jednak za wadę, w ogóle się nie nudziłam. Dzięki ciekawym i barwnym opisom przez książkę się po prostu pędzi. W drugiej połowie pojawia się główny wątek, który jeszcze bardziej wciąga i, moim zdaniem, stanowi obiecujący przedsmak Demona Luster.

Polecam serdecznie tę pozycję zarówno młodzieży oraz dorosłym. Szamanka od umarlaków to lekka i przyjemna książka z ciekawym podejściem do pośmiertnych tematów, a także mnóstwem humoru. świetnie się z nią bawiłam i jestem ogromnie ciekawa drugiego tomu, na pewno przyjdę do Was z jego recenzją.

***MOJA OCENA***

✭✭✭✭✭✭✭✭✰✰



Za możliwość lektury dziękuję:

Pozdrawiam serdecznie
Gosia

czwartek, 19 lipca 2018


Cześć kochani!
Lubię czasami przeglądać wishlisty. Bardzo spodobał mi się ten zamysł, dlatego postanowiłam stworzyć swoją i robić ją raz na porę roku po dwie - jedną kosmetyczną i jedną modową. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moją kosmetyczną wishlistę na lato.

wishlista lato 2018


1. Pierwszym punktem na mojej liście jest pomadka Nabla Dreamy w kolorze Closer. Słyszłam o niej wiele pozytywnych opinii, a dodatkowo bardzo podoba mi się kolor. KLIK.













2. Mam już jedną pomadkę firmy Mac i tak mi się spodobała, że chcę więcej 🔥 Tym razem chciałabym matową w kolorze Sweet Venom KLIK.



3. Już od dawna podobają mi się pomadki firmy Huda Beauty, a gdy zobaczyłąm ten zestaw... Zakochałam się :D Lubicie pomadki tej firmy? KLIK



4. Ostatnio podobają mi się kolory z palety Just Peachy Matt firmy Too Faced. Gdy zobaczyłam makijaże nią wykonane u @beautyvtricks, @andziathere oraz @wiskola... przepadłam haha. Lubicie palety Too Faced? KLIK





5. Trudno mi znaleźć dobry rozświetlacz. Kiedy swatchawałam ten firmy Becca, pomyślałąm, że to jest to! KLIK




6. Zwykle nie mam czegoś w stylu "Muszę to przetestować" jeśli chodzi o podkłady. Jednak tym razem tak było. Mowa o Too Faced Peach Perfect. Podkład ten bardzo ładnie wygląda na zdjęciach u innych dziewczyn. Jaki jest Wasz ulubiony podkład? KLIK




7. Mam już paletę Sophx Makeup Revolution i jest to jedna z moich ulubionych palet. Dlatego gdy dowiedziałam się, że wypuszczają drugą Extra Spice... No musiałam ją dodać do tej listy :D KLIK.

 

8. Nie mam zbyt wielu pędzli do makijażu i czuję ich braki podczas malowania się. Dlatego bardzo chciałabym mieć jakiś zestaw który zawierałby to, czego potrzebuję. Zoeva ma takie zestawy, które dodatkowo mają korzystny design i podobno dobrą jakość. KLIK.




9. Paletę Kylie Jenner The Bronze recenzowałam Wam w tym wpisie. Bardzo ją lubię, dlatego chciałąbym więcej paletek z kyliiecosmetics. Najbardziej podoba mi się Take Me On Vacation. A Wam? KLIK


10. Dostałam kiedyś próbki kosmetyków firmy Resibo i bardzo je polubiłam. Dlatego chciałabym przetestować pełnowymiarowe wersje produktów. KLIK



Jakie produkty znajdują się na Waszych wishlistach?

Pozdrawiam Was serdecznie ze słonecznej Malty,
Oliwia



niedziela, 15 lipca 2018

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Króla kier i muszę przyznać, że nie sądziłam, że przyjdzie mi czytać książkę, która zdobywała tyle skrajnych opinii. Jeśli jesteście ciekawi co ja o niej sądzę, to zapraszam serdecznie do dalszego czytania.

***OPIS***


Nocni Łowcy, Supernatural, Caraval – brzmi znajomo?
Sięgnij po serię Circus Lumos i daj się oczarować!

Alicja jest w ostatniej klasie liceum, do tej pory jej życie przebiegało spokojnie, by nie powiedzieć, że nudno. Jednak los bywa przewrotny, a seria nieprzewidzianych zdarzeń rzuca ją na głęboką wodę magii i miłości. Kiedy poznaje Hadriana z Circus Lumos, wie, że nic nie będzie takie jak dawniej.

Demony atakują waszą duszę, niszczą was od wewnątrz. Budują w ludziach zło i tak zakorzeniają się w świecie. Im więcej w ludziach ciemności, tym ciemniejszy robi się świat. Im bardziej się im poddajecie, tym są silniejsze. Pokonać je można tylko swoją własną światłością. Sercem.



***RECENZJA***


Pierwsze co się rzuca w oczy, to przepiękne wydanie tej książki. Okładka ślicznie się mieni, błyszczy i prezentuje się po prostu fantastycznie. Dodatkowo powieść ta ma skrzydełka i ładne zdobienia przy rozpoczęciu każdego rozdziału.

Król kier na pewno nie będzie dla Was odkrywczą pozycją, na początku mamy tutaj schemat na schemacie, schematem przykryty. Liceum Alicji stylizowane jest na amerykańską szkołę z filmu: różowa armia, czyli grupa wrednych dziewczyn rządzących szkołą, normalni uczniowie, a na samym dole szkolno-dżunglowej hierarchii znajduje się grupka nerdów. Główna bohaterka ma też idealnego chłopaka z drużyny koszykarskiej i właśnie szykuje się do studniówki.

No i chyba przy tej studniówce miał miejsce pierwszy absurd, których kilka się tu pojawiło. Alicja odlicza dni, a nawet godziny do swojej studniówki, a opowiada o niej, jak o najważniejszym dniu życia, a kiedy on nareszcie nadchodzi.... zapomina o nim. Naprawdę, przypomniało jej się pół godziny przed wyjściem, więc jej jedyne przygotowania polegały na ubraniu sukienki i chwyceniu kosmetyczki pod pachę.



Początek Króla kier nie był dobry, jednak zarówno on, jak i cała książka napisana jest bardzo lekkim i przyjemnym w odbiorze stylu, co jest wielkim plusem. Myślę, że Aleksandra Polak jest jednym z autorów, którzy w miarę upływu czasu i ilości napisanego tekstu rozwijają się. Niestety na pierwszych stronach irytowali mnie także bohaterowie, którzy byli słabo wykreowani i... po prostu płascy, brakowało mi w nich pewnego realizmu.

Ale skończmy już z tym narzekaniem, bo książka ta wywołała ostatecznie we mnie wiele pozytywnych emocji, ale po prostu musiałam Was poinformować o wadach. Prawda jest taka, że mimo, że na początku chciałam wywracać oczami, to czytając tę pozycję przepadłam i nie chciałam jej odkładać. Historia Alicji okazała się bardzo wciągająca,  chociaż ciężko jednoznacznie stwierdzić dlaczego.

Książka ta do połowy bardzo mocno przypomina obyczajówkę, gdyż magia jest tylko bardzo subtelnie pokazana w tle. Myślę, że w tym tomie autorka bardzo skupiła się na budowaniu relacji między bohaterami (którzy na szczęście później zostali staranniej dopracowani). Hadrian to idealny chłopak, jak to już w romansach jest i jeśli takich lubicie, to zdecydowanie się nie zawiedziecie.

Ciekawym pomysłem było umiejscowienie bohaterów w stylu Nocnych Łowców w cyrku i szkoda, że musieliśmy czekać na ich pojawienie się, jednakże ten pomysł naprawdę mi się spodobał.

Alicja jest bardzo... realistyczna. Mimo pewnych głupich sytuacji, jest to bardzo prawdziwa postać. Dlaczego? Bo kiedy prowadzimy życie przeciętnej nastolatki, to myślę, że nie umiemy wtedy walczyć z demonami. Chociaż zdradzę, że ta sprawa może ulec ciekawej zmianie. Z czasem jej irytujące elementy zniknęły i polubiłam ją :)



Kiedy wkraczamy do magicznego świata akcja nabiera rozpędu, a po zakończeniu mogę jedynie powiedzieć, że potrzebuję drugiego tomu, który z tego co widziałam został również ślicznie wydany.

Mimo pewnych wad Aleksandra Polak stworzyła ciekawą i wciągającą historię guilty pleasure. Książki kierowane są raczej do młodszej młodzieży, chociaż ta starsza dla relaksu też spokojnie może po nią sięgnąć. Ja Wam tę pozycję polecam, a sama czekam, aż uda mi się złapać drugi tom - dam Wam znać jak tam jego treść :)

A na koniec mój ulubiony cytat Króla kier:

"Słyszałaś kiedyś powiedzenie, że w oczach tych, którzy wierzą w magię, gwiazdy świecą mocniej?"

***MOJA OCENA***

✭✭✭✭✭✭✭✩✩✩


Za możliwość lektury dziękuję: