czwartek, 14 marca 2019

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Szkoły szpiegów, czyli książki, która ma zlikwidować pewne bariery pamięciowe i przekształcić Wasze umysły w mózgi szpiegów - wyłapujące wszystkie szczegóły z otoczenia. Zapraszam do recenzji!



***OPIS***


Rosyjski wydawniczy bestseller „Szkoła szpiegów” nareszcie trafia do rąk polskiego czytelnika! Poznaj sekret niezawodnej pamięci i przekonaj się, czy jesteś dobrym materiałem na profesjonalnego szpiega.Większość ludzi, słysząc słowo „szpieg”, wyobraża sobie rozmaite gadżety – laserowe długopisy albo wybuchające zapalniczki. Tymczasem najważniejsze narzędzie tajnego agenta to jego własny mózg. Sprawny umysł jest niezbędny w pracy wywiadowczej, której specyfika wymaga przestrzegania zasad ścisłej konspiracji. Agent często nie może niczego zapisać – musi polegać wyłącznie na swoim mózgu i jego zdolności do rejestrowania oraz odtwarzania z absolutną dokładnością ogromnych ilości informacji.Dzięki tej książce dowiesz się, jak poprawić swoją pamięć i bystrość umysłu, wykonując rozmaite ćwiczenia, które od lat wykorzystywane są w procesie szkolenia najlepszych szpiegów na świecie. Przyswoisz sobie umiejętności, które zdały egzamin w najtrudniejszych możliwych warunkach, i nauczysz się w pełni wykorzystywać potencjał swojego mózgu.„Szkoła szpiegów” pełna jest zagadek, łamigłówek, testów i przydatnych trików, a wszystko to okraszone zostało trzymającą w napięciu szpiegowską historią z czasów zimnej wojny.


***RECENZJA***


Najpierw muszę Wam opowiedzieć o wydaniu tej książki, którym zachwycam się za każdym razem, kiedy mam ją w rękach. Oprawa, jak to w większości polskich wydań, jest miękka, ale porządnie wykonana. Tłoczenia i projekt okładki również dostają plusa, a fakt, że stanowią one pierwszy test Waszej spostrzegawczości... No super, to dodatkowo podsyciło moją ekscytację. Mamy również skrzydełka. Jednakże najważniejsze jest to, co znajdujecie po otwarciu książki, a jest to jeszcze lepsze. Strony są grube i porządne, ale to, co się na nich znajduje mnie zachwycało. Mam na myśli wyodrębnienie konkretnych części, np. akta wyglądają jak prawdziwe akta, mamy różne fotografie, notatki są pisane jakby na kartach w linie. Te wszystkie elementy dobrze prezentują się wizualnie, ale są też ważną częścią zapamiętywania przez Was informacji, gdyż większość z nas jest wzrokowcami. Dzięki takiemu zapisowi więcej zostaje w naszej pamięci.



Bycie szpiegiem nie jest łatwe, co ta książka pokazuje, bo wiadomo, że nie zostaniecie mistrzami w tym fachu po niecałych 300 stronach, jednakże jest tu dużo zadań i ćwiczeń. Niektóre są proste, inne wymagają większego zaangażowania. Między nimi przeplata się wątek fabularny, który dodaje całej historii smaczku.

Kończyłam kiedyś specjalny kurs, na którym też poznawałam techniki lepszego zapamiętywania większej ilości informacji. Część ćwiczeń się powiela, jednakże ich zakres przedstawiony w książce jest dużo większy. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że stosuje te techniki często w szkole i są bardzo przydatne.



Jest to krótka książka, pełna ćwiczeń i informacji, do której możecie wielokrotnie wracać. Co jakiś czas pojawiają się testy, dzięki którym możecie sprawdzić, jak dużo informacji wyłapaliście z tekstu (na końcu są odpowiedzi). Jeśli wykażecie się wytrwałością, to możecie zobaczyć zaskakujące efekty. Polecam!

Pozdrawiam ciepło!
Gosia

niedziela, 24 lutego 2019

Cześć! Od pewnego czasu nie pojawiały się u mnie recenzje kryminałów, więc postanowiłam nadrobić zaległości. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Wiara, miłość, śmierć - zapraszam!

***OPIS***


Czy w świecie pełnym przestępstw można jeszcze w cokolwiek wierzyć?

Duisburg. Na moście nad Renem stoi policjant gotowy do skoku. Duchowny Martin Bauer, chcąc go powstrzymać, wspina się na barierkę i sam rzuca się w toń. Zaskoczony funkcjonariusz skacze mu na pomoc. Wspólnie dopływają do brzegu. Bauer zaryzykował i wygrał. Jednak kilka godzin później policjant ginie po upadku z dachu garażu. Wszystko wskazuje na samobójstwo − przeciwko mężczyźnie toczyło się dochodzenie w sprawie nadużyć finansowych. Bauer nie wie już, w co ma wierzyć, a rodzina zmarłego tylko pogłębia jego wątpliwości. Szukając prawdy, stawia wszystko na jedną kartę…


***RECENZJA***


Mocnym elementem tej książki są bohaterowie, do których kreacji autor zdecydowanie się przyłożył. Martin Bauer jest dość niecodzienną główną postacią jak na kryminały. Uznał, że nie nadaje się na "zwykłego" księdza i został policyjnym duchownym. Spokojnie, wiara nie wychodzi na pierwszy plan, a wszystko jest starannie wyważone. Jest on kochającym mężem i ojcem z ciekawym podejściem do życia.

Mamy tutaj narrację trzecioosobową z perspektywy różnych osób, ale nie będę Wam opisywać ich wszystkich. Bardzo podobali mi się również ci, którzy byli na drugim planie, a także tacy, którzy pojawiali się tylko chwilowo, ale dbałość o szczegóły autora sprawiła, że sceny z nimi zostały w mojej pamięci.

Tilo to syn policjanta, który zginął na pierwszych stronach książki. Sama jego kreacja i postępowanie zostały dobrze opisane, jednak, moim zdaniem, nieadekwatnie do jego wieku. Chłopiec ma 15 lat, na po jego zachowaniu dałabym mu może z 12, ale to tylko szczegół.

Bohaterowie są różnorodni, mają odmienne charaktery, podejście do życia, priorytety, a także sposób patrzenia na sytuację. Dzięki temu, że mają możliwość poprowadzenia narracji, my otrzymujemy nowe dane. Nie są to postaci, które będziecie wspominać przez długi czas, ale na pewno są bardzo ważnym i dobrym elementem książki.

Szczegóły podzieliłam  na dwie kategorie.
Zacznijmy od tych dobrych. Autor pisze starannie i myślę, że przemyślał każdą scenę. Pojawiają się tu także takie momenty, które mimo, że nie stanowiły istotnego elementu dla fabuły, to potrafiły mnie urzec, np. scena z bezdomnym - mimo, że żaden ze mnie poeta, to jej symbolika wyjątkowo do mnie trafiła.
Z kolei te niezbyt dobre, to takie, które zupełnie nie były potrzebne i możnaby je wyciąć z książki, bo nie mają żadnego znaczenia i nic nie wnoszą do fabuły. Po usunięciu ich pozycja ta nabrałaby więcej dynamiki, której tutaj jest trochę za mało.

Niestety akcja nie jest jednostajna. Stopniowo narasta, chociaż są momenty, w których zwalnia. Nie sprawia to, że książka jest nudna, ale jednocześnie nie pochłania czytelnika w całości i pozwala się odłożyć.

Nie jest to bardzo dynamiczny kryminał, który by często zaskakiwał, ale uważam, że jest warty Waszej uwagi. Jeśli nie potrzeba Wam wielu zwrotów akcji i nowych faktów uderzajacych w Was na każdej stronie - to możecie śmiało sięgać po tę pozycję.

***MOJA OCENA***

★★★★★★★☆☆☆


Pozdrawiam 
Gosia

czwartek, 14 lutego 2019

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z Addicted Podwójna namiętność. Dawno nie marudziłam, prawda? Czas to zmienić, bo bardzo się zawiodłam i jestem zła, że książka, do której miałam pewne oczekiwania ich nie spełniła.


***OPIS***


Nieśmiała, drobna Lily Calloway, niepotrafiąca powiedzieć „nie”, rumieniąca się nawet w towarzystwie chłopaków, ma poważny problem – jest uzależniona od… seksu. Kolekcjonuje akcesoria erotyczne oraz filmy i praktycznie codziennie zalicza numerki w klubach nocnych. Jej przyjaciel Loren Hale to z kolei zabawny, cyniczny szkolny outsider żyjący w cieniu ojca. Chłopak szuka w alkoholu ucieczki przed problemami. Aby ukryć swoje słabości przed rodziną, Lily i Lo decydują się na fałszywy związek – oznacza to zamieszkanie razem, pójście do college’u i, co najważniejsze, odcięcie się od krewnych. Przyjaźnią się od małego, więc wspólne ukrywanie swoich niedoskonałości nie przysparza im problemów. Do czasu.

To pasjonująca historia dwojga życiowych rozbitków, którzy udają parę, by pomagać sobie w życiu wypełnionym nałogami, i stać za sobą murem.

Pierwszy tom z serii, która skradnie serca nastolatków.

***RECENZJA***


Zacznijmy od minusów - skoro już dałam taki chwytliwy tytuł, to raczej warto się do niego odnieść. Jak wiecie z opisu książki główni bohaterowie są uzależnieni. Jakie miałam oczekiwania? Że mimo, że będzie to książka nastawiona na romans, to będziemy mogli zobaczyć walkę postaci z nałogami. Może nawet stereotypowo lecznicze działanie miłości na ludzi - nie pogniewałabym się, odmóżdżacze są aktualnie u mnie mile widziane. Ale nie. Ja naprawdę rozumiem, że trzeba rzucić bohaterom kłody pod nogi, bo coś się musi dziać, ale kiedy jakiś fakt tak bardzo podkreśla się w opisie, to chyba warto to jakoś rozwinąć. Czyli co, nie ma tam jednak opisów uzależnień? No są, ALE przez całą książkę czytamy tylko o tym, że nasi bohaterowie je bardzo lubią. Nawet przeszkadza im czasem nałóg drugiej połówki, ALE nic z tym nie robią, bo egoiści myślą tylko o sobie - ale ten temat jeszcze rozwinę za chwilę. Wyobraźcie sobie, że postanawiają oni się leczyć dopiero na ostatnich stronach książki. Więc czy można liczyć na opisy jakiś trudności z tym związanych, wzajemnej miłości i wspierania się w trudnych chwilach? Absolutnie nie.

Gdyby autorki zdecydowały się szybciej przedstawić walkę z nałogiem, to też byłoby co innego. Jednakże w trakcie lektury, nie licząc kilku momentów, możemy jedynie widzieć, że z jest im z nim po prostu dobrze. I przeważnie z problemem drugiej połówki także.

Uzależnienia tutaj są przedstawione, jako "nic złego". No takie wrażenie można często odnieść. Bo nie licząc momentów, że np. Lily boi się, że Lo może się już nie obudzi po takiej ilości alhokolu, to im to nie przeszkadza. Rozumiem, że tacy ludzie postrzegają świat trochę inaczej, ale żeby nie starać się pomóc ukochanej osobie, której życie się właśnie wali?

Gdzie ta wielka miłość? Ok, znają się od dzieciństwa, nie mają przed sobą sekretów. Przez 3 lata prowadzą udawany związek, aby brzydsza strona życia mogła pozostać schowana, ALE ponownie: skoro się kochają od tyłu lat, to powinni jakoś bardziej to sobie okazywać, bo tutaj mamy głównie pozytywne myśli o własnym nałogu.

Bolał mnie fakt, że przez większość czasu głowni bohaterowie byli takimi egoistami. W pewnym momencie Lily otrzymuje pomocą dłoń, która ma ratować Lo, a ona tej "pomocnej ręce" najpierw odmawia, a potem niezbyt stara się jej ułatwić zadanie. Sama nie próbuje nawet zabrać ukochanemu alkoholu. Prawda jest taka, że prawdopodobnie nie osiągnęłaby pożądanego efektu, ale fakt, że się stara zostałby odnotowany w mojej głowie.
Lo jako przyjaciel nie spisywał się za dobrze. Wiedząc, że jest ona seksoholiczką celowo ją prowokował będąc jeszcze w fałszywym związku, ale nie tylko. I mimo, że jest później wyjaśnione dlaczego to robił, to jego zachowanie było po prostu głupie.

Będąc w związku na pokaz trzeba jakoś utweirdzić otoczenie w swoim uczuciu, ale bez przesady. Trzymanie się za rękę, obejmowanie się czy buziak byłyby lepsze, niż wzajemna próba połknięcia swoich twarzy. Już nie wspominając, że niektóre momenty były po prostu niesmaczne. Na szczęście nie ma tu opisów scen seksu, bo byłoby tego zdecydowanie za dużo. Jest to literatura klasyfikowana do gatunku young adult - literatura obyczajowa i romnas.

No to nareszcie przejdźmy do plusów, bo pewne też się tu znalazły :)
Bohaterowie drugoplanowi Rose i Connor, to para, o której również zostanie wydana książka i z chęcią ją przeczytam. Są to postacie , o ciekawych charakterach. Bardzo ich polubiłam.

Podobał mi się również styl pisania autorek, mają one zdecydowanie lekkie pióro, dzięki któremu książkę czyta się bardzo szybko i... Pod tym względem przyjemnie 😂

Nie jest najgorsze zło, jakie ujrzał nasz świat, jednakże pewne sytuacje mnie bardzo bulwersowały, tak że w mojej głowie szybko w czasie lektury zaczęła powstawać ta recenzja. Jak widzicie na zdjęciu (i wiecie z instastory @ogrod_zycia), niedawno i niespodziewanie dotarł do mnie drugi tom tej serii. I... Może za jakiś czas nawet go przeczytam i dam Wam znać. Pomyślcie, że jestem masochistką, ale ta część będzie miała rzeczy, których mi w tej brakowało i nie miała tych, które tutaj mnie wkurzały. A styl autorek jest naprawdę przyjemny, więc w najgorszym wypadku stracę wieczór lub dwa, ale dam jeszcze szansę tej historii na zrehabilitowanie się.

Pozdrawiam,
Gosia

piątek, 18 stycznia 2019

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Filarów świata. Kiedy zobaczyłam, że w książce pojawiają się fae, to już wiedziałam, że tę pozycję muszę przeczytać w najbliższym czasie. W końcu fae = Sarah J. Maas, czyli moja ukochana autorka. Recenzje całych serii oraz pojedynczych tomów znajdują się na blogu 😉 Mimo, że opis nie wskazywał na znaczące podobieństwa między seriami, nie mogłabym przejść obok tej książki obojętnie. Zapraszam do poznania mojej opinii na jej temat.




***OPIS***


Ari, najmłodsza z wielopokoleniowego rodu czarownic, przeczuwa nadchodzące zmiany – zmiany na gorsze. Od wieków jej poprzedniczki opiekowały się Starymi Miejscami, dbając o to, by ziemie te pozostawały bezpieczne i płodne. Ale wraz z nadejściem Letniego Księżyca nastroje wśród jej sąsiadów stają się coraz bardziej napięte. Ari nie jest już bezpieczna.
Fae od dłuższego czasu ignorowali zmiany zachodzące w świecie śmiertelników, a do cienistego świata podróżowali jedynie po chwile dobrej zabawy. Tymczasem drogi powoli zaczynają znikać, skazując klany Fae na izolację i samotność.Choć światy duchowy i naturalny kiedyś pozostawały ze sobą w harmonii, dziś do uszu zarówno Fae, jak i śmiertelników, docierają akordy, które nie chcą ze sobą współbrzmieć. A kiedy przez miasto przetoczą się pomruki polowań na czarownice, niektórzy zaczną się zastanawiać, czy te dziwne znaki nie są przypadkiem różnymi nutami tej samej melodii.
Jedyna wskazówka, która ich wszystkich prowadzi, to niejasna wzmianka o Filarach Świata…"

***RECENZJA***


Poza oczywistą kwestią, czyli obecnością fae w książce znajdują się tu również wiedźmy oraz zwykli ludzie. Możnaby na siłę szukać tutaj dalszych podobieństw między dwoma seriami, ale nie są tak wyraziste. Pojawiają się również Inkwizytorzy, którzy rozpoczynają polowania na czarownice.

Co mi pierwsze przychodzi na myśl w kwestii plusów tej książki? Jej prawdziwość i realizm. Było to coś zupełnie innego, niż można spotkać w tego typu książkach. Wiadomo, że magia, magiczne istoty nie stanowią naszej codzienności, ale jednak ta książka przedstawiała dużo sytuacji bardzo rzeczywiście i bez ubarwiania. Fae to w większości zakochani w sobie egoiści, którzy zrobią wszystko, aby zapewnić sobie wygodę. Bohaterowie myślą racjonalnie. Ari w 98% książki potrafi używać mózgu i już na początku potrafi się zdecydować na odpowiedniego faceta. Nie siedzi i nie analizuje niepotrzebnych argumentów. Jak na lubię myślących bohaterów.



Akcja stopniowo narasta, ale były momenty, w których zwalniała. Połowa fragmentów z Wielkim Inkwizytorem mnie nudziła lub wkurzała, ale to ze względu na jego podejście do życia. Mamy tu czarny charakter, który trzeba nienawidzić. Narracja jest prowadzona z perspektywy różnych bohaterów. Przyjemnie jest patrzeć, jak ich losy się łączą i jakie zachodzą w nich zmiany, a zachodzą i to też jest duży plus.

Ale żeby nie było zbyt różowo... Na początku jest za dużo seksualności, która przyćmiewa akcję. Nie jest to literatura erotyczna, zupełnie nie. To jest bardziej myślenie o tym, ale w normalny bądź wypaczony sposób. Fae chcą iść do świata ludzi, żeby się zabawić, inni z kolei o tym, że nie chcą, Ari myśli o znalezieniu kogoś na stałe i o Letnim Książęcu (nie zdradzę o co dokładnie chodzi), potem pojawia się jej były kochanek, który zabrania jej "podnoszenia spódnicy dla kogoś innego, bo pożałuje", a na dodatek podczas polowania na czarownice facet każe związać dziewczynę razem ze spodnicą "żeby nikt się nią nie skaził", a tak naprawdę chce ukryć ślady tortur. Tego na początku było tak dużo... Tematy te się powtarzały, bądź pojawiały jeszcze nowe, ale przecież nie będę Wam wszystkiego pisać. Tak czy inaczej ten Letni Książc jest bodźcem, dzięki któremu akcja może potoczyć się w odpowiednim kierunku.

Żebym zżyła się szczerze z bohaterami, muszą oni zostać naprawdę niesamowicie wykreowani. Najbardziej zdecydowanie uwielbiam tych od Maas. Jednakże nie mam do tych żadnych zastrzeżeń. Są różnorodni, dynamicznie, wywołują odmienne emocje, nie są idealni w naszych oczach ze względu na cechy, które wykazują, ale jednocześnie są przez to bardziej prawdziwi. Najbliższa perfekcji jest Ari, która jest raczej spokojna i miła, a ja czekam na jej rozwój (także ten magiczny) w kolejnych tomach. To jej losy śledziłam z największą ciekawością. Do moich faworytów należą Neall i Morag. No dobrze, Neall również był cudowny, potrafił nas zaskoczyć, a jednocześnie ma cudowny charakter. Morag z kolei to niezwykle dynamiczna postać, zdecydowana i niebezpieczna. Sami musicie ją poznać 😉

Największy pokaz magicznych zdolności pojawia się dopiero pod koniec książki i dopiero tam dostrzegamy prawdziwą potęgę. Autorka mogłaby pokusić się o trochę więcej opisów, jednakże byłam zadowolona z zakończenia.



No właśnie... Zakończenie. Jest ono takie, że jak dla mnie ta historia się zakończyła, ale widzę, że są kolejne strony serii. Autorka dała nam nadzieję na książkę, z której magia będzie mogła się wylewać i być pełna akcji, po tym co zaprezentowali bohaterowie na końcu. Wiele elementów w zakończeniu na to wskazuje. Jednakże jak ma zamiar do tego doprowadzić? Nie mam pojęcia, ale jestem bardzo ciekawa i z chęcią sięgnę po kolejny tom.

Czy polecam? Tak. Mimo niedoskonałości coś nie pozwalało mi odkładać tej książki, sprawiało, że wracałam do niej myślami w wolnych chwilach i byłam ciekawa losów bohaterów. Akcja nie wylewa się z każdej strony, ale widzę potencjał na kolejne tomy. Jeśli wszystko rozwinie się tak, jak tego oczekuję, to seria może należeć do tych, które zapadają w pamięci. Mam nadzieję, że tak będzie. Filary świata to ciekawa powieść, nieco odmienna i myślę, że to mnie tak do niej przyciąga.

***MOJA OCENA***

★★★★★★★★☆☆


Pozdrawiam ciepło!
Gosia

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Hejka! Razem z Oliwią życzymy Wam szczęśliwego Nowego Roku, a na zakończenie 2018 zdecydowałam się dodać na bloga optymistyczny akcent w postaci "recenzji" tych cudownych książek. Jest to czwarty i piąty tom serii Szklany tron - mojej ulubionej serii, o której ostatnio Wam opowiadałam. Recenzje pozostałych części (łącznie z 5.5) znajdują się już na blogu.



Właściwie to nie będzie typowa recenzja, ale post, który czytelnicy Maas powinni przeczytać. Dlaczego? Dlatego, że niektórzy poddają się po trzecim tomie, albo są po nim bardzo zniechęceni do całej serii. Sama również uważam, że Dziedzictwo ognia to najsłabsza książka Maas, ale... No cóż, cała zła nie jest, a to w niej następuje rozkwit całej serii. Początek jest słaby - jedynie wątek Aelin cały czas mnie ciekawił, ale przy innych miałam ochotę odłożyć książkę. I faktycznie pojawiają się tam niepotrzebne nikomu do szczęścia momenty, jednakże samo wprowadzenie do tych wątków jest bardzo ważne.

Kiedy czytałam o Dorianie, Chaolu (polubiłam go ponownie dopiero w tomie 5.5) oraz Manon - nudzilam się. ALE. Po tej części nastąpiła Królowa cieni, po której przeczytaniu myślałam, że już lepiej być nie może, że Maas osiągnęła już taki poziom i tak rozbudowała swój świat, że już lepiej być nie może. Zaakceptowałam wtedy te postacie, zaczynałam je nawet lubić. Aelin i Rowana oczywiście uwielbiałam z całego serca.



Jednakże po przeczytaniu Imperium burz zmieniłam zdanie. Mogło być lepiej i było. Ta książka mnie po prostu zmiażdżyła. Po roku od jej zakończenia przeczytałam jeszcze raz ostatnie kilkadziesiąt stron - nadal płakałam. Strasznie zżyłam się z bohaterami, a zakończenie niszczy emocjonalnie. Ta książka pęka w szwach od akcji, przepełnia ona każdą stronę, nie pozwala odłożyć książki. To po prostu bomba emocjonalna. Warto też wspomnieć  że po kochałam pozostałych bohaterów

Aelin jest doskonała w swojej niedoskonałości. Perfekcyjni i gloryfikowani bohaterowie są po prostu nudni. Uwielbiam jej sarkazm, poczucie humoru, wytrwałość, to, że jest zdolna do ogromnych poświęceń. To moja ulubiona bohaterka książkowa.



Rowan zaraz po Rhysie to mój drugi mąż książkowy, więc co tu więcej dodać? Mam nadzieję, że Maas nie zabierze mu pazura, bo trochę złagodniał w Imperium burz.

Czwarty i piąty tom serii Szklany tron, to niesamowite rozwinięcie pierwszej części. Uniwersum stworzone przez Maas jest bardzo obszerne i bardzo szanuję ją za pomysłowość. Ten podział światów, relacje między bohaterami, moce, nawet polityka wszystko zostało rozbudowane, nic nie jest pominięte, a jednocześnie nadmiar informacji nie przytłacza.

Jeśli mieliście jakieś wątpliwości co do kontynuacji tej serii, to mam nadzieję, że one już nie istnieją. Każda strona tych cegieł jest cudownym fragmentem absolutnie niesamowitej całości. Mam nadzieję, że pokochacie tę serię równie mocno jak ja💖

Szczęśliwego Nowego Roku!
Gosia

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Hejka kochani! Ostatnio przeczytałam Bez złudzeń i dzisiaj właśnie przychodzę do Was z moją opinią. Niestety nie miałam możliwości szybciej napisać recenzji, ale myślę, że dzięki temu mogę podejść do tematu z większym obiektywizmem.



***OPIS***


Fascynująca opowieść o blaskach i cieniach życia, a także o zwycięstwie dobra i miłości. Mia Sheridan, autorka z listy bestsellerów „New York Timesa , przywraca wiarę w drzemiącą w miłości moc uratowania każdego ” człowieka.
Kobieta, którą skrzywdzono...
Osierocona przez matkę jako mała dziewczynka, egzystująca kątem u biologicznego ojca, zgwałcona przez jego kompana, Eloise wzrasta w poczuciu bezradności i osamotnienia wobec otaczającej ją rzeczywistości. Kończy szkołę średnią, ale zdana wyłącznie na siebie, pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia, ostatecznie zatrudnia się w klubie, gdzie skąpo ubrana tańczy na rurze. Przybiera imię Crystal i jako bardzo urodziwa kobieta szybko zyskuje popularność. Wcale jej to nie cieszy, brzydzi się oglądającymi ją, często na wpół pijanymi oraz namolnymi mężczyznami, ale musi zarabiać na swoje utrzymanie. Z obojętności i nieufności wobec nich, a także wszystkich innych przedstawicieli tej płci czyni swoją zbroję - o wiele lepiej nie czuć zupełnie nic, niż dać się zranić. Pewnego wieczoru zauważa w klubie mężczyznę ewidentnie różniącego się wyglądem i sposobem zachowania od stałych bywalców. Po występie dowiaduje się, że poprosił szefa klubu, by mógł z nią porozmawiać.
Mężczyzna potrzebujący pomocy...
Gabriel Danton uważa, iż niemal do końca zrzucił z siebie ciężar, pod którym uginał się od czasu, gdy jako dziewięcioletni chłopiec został uprowadzony przez porywacza. W zawilgoconej, wyposażonej w małe zaciemnione okienko piwnicy spędził sześć długich i trudnych lat, a mimo to nie poddał się i czerpiąc ze wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie, znalazł w sobie dość odwagi oraz siły, by uciec. Wymarzony powrót do rodzinnego domu przyniósł mu kolejną traumę – nie zastał w nim ukochanych rodziców, którzy w czasie jego nieobecności zginęli w wypadku samochodowym. Znalazł oparcie we wspólniku i zarazem przyjacielu ojca, młodszym o rok bracie, a także we własnej artystycznej twórczości. Potrzebował czasu i pracy nad sobą, aby nie zatracić się w goryczy i żalu, i uwierzyć we własną przyszłość. Do tego stopnia odzyskał samego siebie, że pomyślał, iż mógłby spróbować związać się z kobietą. Rzecz w tym, że wciąż bał się bliskości, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Przyszło mu do głowy, że mógłby zapłacić za pomoc w zwalczeniu tej obsesji, i wybrał się do klubu.
Występ Crystal robi na nim wrażenie nie tylko z powodu jej urody. Wydaje mu się, że ta piękna młoda kobieta o inteligentnym spojrzeniu zupełnie nie pasuje do miejsca, gdzie występuje. Postanawia z nią porozmawiać.

***RECENZJA***


Słyszałam wiele pozytywnych opinii o ksiazkach tej autorki. Jej twórczość bardzo mi się kojarzyła z Hoover, a  po przeczytaniu tej pozycji nadal się z tym zgadzam z tym stwierdzeniem. Piszą bardzo podobnie zarówno tematycznie, jak i samym stylem. 



Czytało mi się ją bardzo dobrze, mimo utartych schematów autorka potrafiła mnie zdziwić i zachęcić do czytania kolejnych rozdziałów. Od tego typu romansów nie oczekuję zbyt wiele i tak też było z tą książką i Wam też radzę sie tak nastawić. Mimo pozytywnych emocji po kilku dniach nadeszła pewna obojętność i to jest smutne. 

Bohaterowie, jak zawsze, mają swoje problemy, co pokazuje nam już opis. Plus jest taki, że nie przytłaczały mnie one i nie odniosłam wrażenia, że spadło na nich zło całego świata - bo na dłuższą metę  jest to po prostu męczące. Gabriel jest dokładnym przeciwieństwem bad boya i,  w sumie,  jest idealny i mimo, że taka gloryfikacja zazwyczaj mnie irytuje, tak tutaj bardzo do niego pasowała. Bardziej denerwująca była Ellie - ale to w zależności od rozdziału. Czasem była zwykłą "fajną" bohaterką, a czasem musiałam zrobić sobie przerwę i popatrzeć w ścianę, bo nie wierzyłam co czytam. 

Dialogi bohaterów czasami były komiczne, a nie powinny być. Zazwyczaj były realne i przyjemne w odbierze, ale jak czasem coś powiedzieli (co miało mieć poważny wydźwięk), to myślałam, że po prostu padnę i nie wstanę. Scena z goleniem nóg - nic nie zdradzam, ale powiem tylko, że siedziałam akurat w pełnym tramwaju i starałam się nie śmiać w głos. Pomysłowość autorów nie ma granic. 



Akcja przeważnie jest ciągła, czasem dodatkowo przyspiesza, ale raczej nie powinniście się nudzić. Do tej pory moja recenzja raczej szczególnie nie zachęca, ale tak jak wspomniałam na samym początku - ta książka jest dobra. Czytałam ją z przyjemnością i wciągnęła mnie w swoją akcję i do życia bohaterów. Jednakże nadal twierdzę, że jest to pozycja jednorazowa, którą potem odstawicie na półkę i raczej nie będziecie jej długo wspominać. Jeśli Wam to nie przeszkadza, to polecam :) 

***MOJA OCENA***

★★★★★★★☆☆☆


Pozdrawiam serdecznie 
Gosia 

niedziela, 25 listopada 2018

Hejka! Po Niewyjaśnione okoliczności sięgnęłam z kilku powodów: ze względu na moje zainteresowanie medycyną i anatomią oraz ze względu na bardzo ininteresujący opis. Jak oceniam moją pierwszą autobiografię w życiu? Zapraszam do dalszej recenzji!


***OPIS***


Czołowy brytyjski praktyk medycyny sądowej, dr Richard Shepherd, poświęcił swoją karierę zawodową odkrywaniu tajemnic śmierci.
Gdy ktoś umrze śmiercią gwałtowną lub z niewyjaśnionych przyczyn, zadaniem dr. Shepherda jest ustalić przyczynę zgonu. Każda sekcja zwłok to swego rodzaju zagadka kryminalna – a dr Shepherd przeprowadził ich w swoim życiu prawie 25 tysięcy. Dzięki swoim umiejętnościom, oddaniu i wnikliwości dr Shepherd jest w stanie odpowiedzieć na jedno z najtrudniejszych pytań: jak doszło do śmierci danej osoby?
Czy chodzi o seryjnego mordercę, czy o katastrofę naturalną; o zabójstwo doskonałe, czy o podejrzany wypadek – dr Shepherd nigdy nie zakłada niczego z góry, zawsze za to dąży do odkrycia prawdy. Wprawdzie był zaangażowany w najgłośniejsze sprawy, takie jak masakra w Hungerfordzie (1987), morderstwo Rachel Nickell (1992), a nawet śledztwo w sprawie wypadku księżnej Diany (1997) oraz ataku na World Trade Center (2001), lecz często to mniej głośne sprawy okazują się najbardziej zagadkowe, intrygujące, a nawet dziwaczne. Dowody przedstawione przez dr. Shepherda – zarówno w świetle jupiterów, jak i poza mediami – doprowadziły do skazania morderców, uniewinnienia osób fałszywie oskarżonych, a nawet do zaskakującego ponownego otwarcia dawno zamkniętych spraw.
Jednakże życie w cieniu śmierci, bycie naocznym świadkiem najgorszych okropieństw, co jakich zdolny jest człowiek, miało swój koszt. Dr Shepherd uczciwie opowiada, jaką cenę przyszło zapłacić jemu samemu i jego bliskim.
„Niewyjaśnione okoliczności” to fascynująca autobiografia, relacja nietuzinkowego człowieka, unikalny wgląd w niezwykły zawód, a przede wszystkim przejmujący i niosący otuchę testament tych, których życie zakończyło się przedwcześnie.

***RECENZJA***


Od autobiografii czy biografii trzymałam się z daleka od... zawsze. Za bardzo kojarzyła mi się z historią, która niestety jest obowiązkowym przedmiotem w szkole. Jednakże wybieram się na medycynę, więc kontakt ze zwłokami chcąc nie chcąc będę miała. Stwierdziłam, że książka napisana przez człowieka, który połowę swojego życia spędził ze zmarłymi może mnie w pewnym sensie przygotować na to co mnie czeka. Nie ukrywam, że sam człowiek, jak i jego anatomia sa dla mnie bardzo ciekawe, także po przeczytaniu opisu wiedziałam, że to coś dla mnie. 



Dr Richard skupia się w swojej książce na przedstawieniu nam swojej pracy, ale nie tylko od środka, czyli na zwłokach i zagadkach, ale też na tym, jak ta praca wpłynęła na jego życie prywatne. Był to zawód, w którym musiał odcinać się od uczuć, nie mógł przeżywać śmierci każdej osoby, której sekcję wykonywał, ale pokazuje też, że nie zawsze po pracy było łatwo wrócić do normalności. Oczywiście mamy tutaj też dużo spraw, którymi się zajmował. To fascynujące jak wielką wiedzę posiada i jak wiele czynników musi wziąć pod uwagę, żeby dokonać właściwego osądu, gdyż od niego często zależy życie innych osób. 

W moim mniemaniu nie ma tu szczególnie obrzydliwych czy drastycznych scen, ale myślę, że osoby bardzo wrażliwe, z talentem do wizualizacji czytanego tekstu, mogą sobie odpuścić tę pozycję. Zależy w jakim stopniu odrzuci Was opis prawdziwych zwłok czy np. rozcinania takanek. Niektórym grozy doda fakt, ze są to przypadki prawdziwe. 

Styl autora jest trochę... trudny. Jego język jest poważny, ale rozumiem, że trzeba okazać szacunek osobom zmarłym. Wszelkie naukowe pojęcia tlumaczy, także nawet jeśli te tematy nigdy Was nie interesowały, to bez problemu poradzicie sobie z lekturą. Książkę czytałam dość wolno, przyjemniej się ja odbiera robiąc sobie krótkie przerwy, a oprócz tego chciałam się jak najwiecej nauczyć i zapamiętać dużo ciekawostek. 



Mimo, że medykiem sądowym być nie zamierzam, to opisane w książce przypadki i zawód okazały się dla mnie fascynujące. Kiedy doda sie do tego fakt, że to wszystko działo się naprawdę możemy przeżyć prawdziwy szok, ale jednocześnie wpływa to korzystnie na odbiór przez czytelnika i odczuwane przez niego emocje. Serdecznie polecam! 

***MOJA OCENA***

★★★★★★★★✩✩


Pozdrawiam ciepło! 
Gosia 

niedziela, 18 listopada 2018

Hej! Jak już pewnie wiecie z licznych postów (jeśli nie to koniecznie musicie je nadrobić) UWIELBIAM książki Sarah J. Maas. Jej książki to dla mnie mistrzostwo świata i kocham wykreowany przez nią świat i bohaterów. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki do kolorowania do serii Dwór cieni i róż. Ta kolorowanka jest gigantycznym spoilerem, wiec jeśli masz w planach tę serię (a warto!), to zostaw ją sobie na koniec.



Zacznijmy od tego, dlaczego najpoprawniej będzie ją nazywać książką do kolorowania. Otóż zawiera ona fragment danego tomu obok każdej kolorowanki przypominając nam konkretny moment z książki. I powiem Wam, że czytając je się wzruszyłam. No masakra, wiem. Powrót do tego świata po przerwie dostarczył mi wiele radości. Wyczekiwałam tej kolorowanki od miesięcy i nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła pokolorować najcudowniejszych bohaterów na świecie.


Nie będę udawała znawcy, jednakże, według mnie, obrazki wykonane są ładną kreską. Nie licząc pierwszej kolorowanki,  ilustracje są bardzo starannie wykonane i pasują do mojego wyobrażenia bohaterów (może nie idealnie, ale jest dobrze :)).

Od dziecka nie lubiłam kolorowanek i uważałam je za rozwiązanie dla leniuchów, którym nie chce się narysować obrazka. Ja zawsze wolałam tworzyć coś swojego. Najlepiej czuję się z ołówkiem, jednakże ostatnio nie mam czasu rysować. Te kolorowanki to cudowne rozwiązanie, tylko puścić muzykę w tle i mogłabym spędzić tak całe godziny. Jeśli nie masz talentu, ani specjalistycznego zestawu kredek, to się nie przejmuj, tu chodzi o wyciszenie, zabawę i powrót do ulubionego świata. Sama nie tworzę dzieł sztuki, a moja perfekcjonistyczna dusza cierpi przy każdej krzywej linii, ale mi to sprawia radość, a to o to w tym chodzi.

Robiłam zdjęcia pod różnymi kątami, próbowałam wyostrzyć kolory w edytorze, ale aparat zjadł mi barwy z tej kolorowanki i nie potrafiłam się z tym uporać. Gdybym pokolorowała ich bardziej, to na żywo wyszliby ciemnoskórzy. Ostatecznie uznałam, że wypada Wam pokazać jakąś z moich prac, także oto ona. W rzeczywistości wygląda nieco lepiej 😂


Jeśli kochacie świat Dworów i za nim tęsknicie, to koniecznie zaopatrzcie się w tę kolorowankę. Prawdopodobnie zajmie Wam więcej czasu niż lektura książki, zwłaszcza, że niektóre ilustracje są strasznie szczegółowe i nawet nie chcę myśleć ile godzin na nie poświęcę. Jest tu przedstawionych wiele cudownym scen, chociaż osobiście bym ich trochę dodała. Nie wspominam już o Rhysie, bo dla mnie idealną ilością byłoby zobrazowanie każdej sceny z nim ❤️

Zastanawiam się nad zrobieniem Q&A, więc jeśli macie jakieś pytania, to możecie je zadać tu lub na zapisanym story na naszym Instagramie - ogrod_zycia

Pozdrawiam!
Gosia

środa, 14 listopada 2018

Cześć kochani!
W dzisiejszym poście chciałabym Wam przedstawić moją propozycję jesiennego, dziennego makijażu. Moją modelką jest @kali_na22, którą mogliście już poznać, ponieważ zrobiła mi zdjęcia do większości stylizacji, które znajdziecie na blogu.

Do wykonania poniższego makijażu użyłam:

- paletki the bronze eyeshadow palette Kylie Jenner, a dokładniej cieni: Jasper, Citrine, Topaz, Tiger eye oraz odrobiny Quartz i Hematite.
- tuszu do rzęs Lovely Pump Up Curling maskary podkręcającej

Jest to leciutki makijaż na codzień, dlatego nie użyłam w nim produktów do brwi. Chociaż głównym tego powodem były sprzeciwy Kaliny :D





Podoba Wam się moja propozycja? Z jakich kolorów cieni korzystacie na codzień? A może pomijacie ten krok? Ja lubię to najbardziej w całym makijażu i to od paletki cieni zaczęła się z nim moja przygoda.

Miłego dnia,
Oliwia :)

wtorek, 13 listopada 2018

Cześć Kochani!
Dawno na blogu nie było stylizacji. Z tej przyczyny postanowiłam udać się z Kaliną (@kali_na22) na fotki i przygotować dla Was ten post.

Jeśli przeglądacie post, korzystając z komputera - kliknijcie zdjęcie, aby je powiększyć. Z poziomu telefonu maksymalnie powiększone zdjęcia wyglądają źle, dlatego dodaję mniejsze. Robię tak, ponieważ większość czytelników zagląda na blog za pośrednictwem telefonu ;)


Tego dnia postawiłam na bordowy t-shirt, biały kardigan oraz spodnie z wysokim stanem. Ostatnio dosyć często korzystam z takiego połączenia ubrań, a całość uzupełniam paskiem, (ten jest inspirowany Gucci) czarnymi botkami oraz torebką w tym samym kolorze. Moim zdaniem całość prezentuje się bardzo dobrze i idealnie podkreśla sylwetkę typu X (Wydaje mi się, że taką właśnie mam, ale mogę być w błędzie haha).

Chciałabym wspomnieć  o wadzie torebki. Tak jak widać na zdjęciu, niestety tworzą się odgniecenia. Poza tym jest bardzo fajna, w środku ma kilka przegródek, które ułatwiają organizację. Oprócz rączek nie ma dodatkowego paska.

Co do paska - mam go od końcówki sierpnia i jego stan jest bardzo dobry z wyjątkiem wewnętrznej strony, a konkretniej przy dziurkach. Nie jest to uciążliwa wada, aczkolwiek wolałam o niej wspomnieć :).

Mam do Was pytanie. Chcielibyście przeczytać na blogu post z przeglądem kalendarzy adwentowych? Chętnie bym taki post przygotowała :) Planuję nawet wybrać jakiś, może mi pomożecie? Hihi














Spodnie - Sinsay (nie mogę ich znaleźć na stronie, ale stacjonarnie powinny być dostępne) rozmiar S
T-shirt - Sinsay rozmiar M
Kardigan - Sinsay (niestety na stronie już go nie ma) rozmiar S
Torebka - H&M (mam czarną, ale na stronie obecnie jest czerwona i szmaragdowa, więc nie wiem co się stało) one size
Buty - CCC rozmiar 38
Pasek - Pimkie rozmiar XS

Miłego dnia,
Oliwia