wtorek, 30 czerwca 2020

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego tomu z serii Czarnego Maga. Poprzednie części urzekły mnie dzięki stylowi autorki i ciekawej fabule, w której mimo braku szalonych zwrotów akcji, było coś przyciągającego, co nie pozwalało oderwać się od lektury. Czy tym razem autorce udało się nas zaskoczyć?  


***OPIS***


Dwudziestoletnia Ryiah jest czarną maginią frakcji bojowej, ale nie jest Czarnym Magiem. Jeszcze. Niemal od zawsze pragnęła zdobyć legendarną szatę, jednak tylko tego jednego roku będzie mogła wziąć udział w prestiżowym – i jedynym w swoim rodzaju – turnieju dla magów… Szkoda, że będzie musiała wystąpić przeciwko pewnemu księciu – temu, którego dotąd jeszcze nigdy nie pokonała. Nabór kandydatów wreszcie nadchodzi. Zwycięzca otrzymuje szaty, ale w królestwie czyha coś mrocznego. Wrogie królestwa otaczają ojczyznę Ryiah. Pora zawrzeć sojusz. Niestety dla Ryiah to dopiero początek. Bo największy wróg mieszka w samym pałacu.

***RECENZJA***

Carter ukazuje nam kolejne etapy edukacji Ryiah, która ciężko pracuje, aby móc wyróżniać się swoimi umiejętnościami. Jest zmotywowana i ambitna, doceniam, że jest ona bohaterką, która nie tylko urodziła się z talentem, ale samodzielnie go rozwija. Na przestrzeni trzech tomów towarzyszymy jej w wielu ważnych sytuacjach, które kształtują ją na naszych oczach i wpływają na osądy.

W Kandydatce nadal obserwujmy walkę miłości i rywalizacji. Zakochani pragną szczęśliwego związku, ale również wygrania konkursu i władzy, którą on daje. Bardzo polubiłam tych bohaterów, czytanie o ich poczynaniach w ciągu 5 lat edukacji stwarza pewną więź miedzy nimi a czytelnikiem. 

Rachel E. Carter zachowała lekkie pióro, które sprawia, że przez jej książki się płynie - nawet mimo małej ilości zwrotów akcji. Dlatego pogrążyłam się w lekturze i zupełnie nie spodziewałam się, że tym razem autorka postanowi zagrać mi na nerwach. Ostatnie rozdziały książki bardzo mnie zaskoczyły, przyzwyczajona do spokojnego tempa nie mogłam przewidzieć takiego ruchu. Kandydatka pozostawi Was z dużym kacem książkowym.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Czarnym Magiem byłam przestraszona, że główna bohaterka ma piętnaście lat. Uznałam, że nie mogę liczyć na większe emocje, lub Carter stanie się kolejną autorką, która nie potrafi dostosować zachowań do danej grupy wiekowej. Okazało się jednak, że towarzyszyliśmy Ryiah podczas jej dorastania i edukacji, mogliśmy obserwować jej rozwój i konkretne sytuacje, które na niego wpływają. Oparta na starych, dobrze nam znanych schematach historia, ma w sobie wyjątkowe elementy, które sprawiają, że czytanie tych książek to sama przyjemność.
Polecam :)

Zaczytanego dnia
Gosia

piątek, 12 czerwca 2020

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Księżycowego Miasta, czyli najnowszej powieści Maas i początku nowej serii, która ma być skierowana do dorosłych czytelników. Czy Sarah J. Maas zadowoli osoby, które dorastały czytając Szklany tron i Dwory?


***OPIS***


Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty!


Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce.

***RECENZJA***


Na początku warto trochę powiedzieć o wydaniu tych książek, bo ta kwestia budzi dużo kontrowersji. Wydawnictwo podzieliło jeden tom na dwie części, ponieważ razem pozycja ta miałaby około 1200 stron, jej czytanie byłoby niewygodne i prawdopodobnie złamałby się jej grzbiet. Została za to wydana w bardzo staranny sposób z miękką oprawą, ale ze skrzydełkami i złotymi zdobieniami :).

Po przeczytaniu pierwszej części stwierdziłam, że jest dobra, jak na zwykłą młodzieżówkę, ale od Maas oczekiwałam więcej. Doszłam jednak do wniosku, że jej pierwsze tomy stanowią bazę do całej historii, więc niezrażona kontynuowałam lekturę. Druga część sprawiła, że zmieniłam zdanie i nie mogłam oderwać się od czytania. W środku nocy ciągle powtarzałam siebie: "jeszcze jeden rozdział". Dlatego polecam kupić od razu obie części, bo nie zapominajmy, że razem stanowią one jeden tom. Akcja została poprowadzona z rozmachem i pomysłowością. Maas stworzyła zakończenie w sposób, w jaki inni autorzy piszą finały całych swoich serii.

Nie udało mi się zżyć z bohaterami. Może to jeszcze za szybko? W końcu postacie z pozostałych serii pokochałam na przestrzeni kilku tomów. Bryce to szalona imprezowiczka i dodatkowo wulgarna, na tle dalszych wydarzeń przechodzi pewną metamorfozę, jednak przez pierwsze wrażenie nie mogłam się z nią utożsamić. Jest ona jednak bardzo silną i zaradną bohaterką z dużym potencjałem, który mam nadzieję, ujawni w kolejnej części. Natomiast Hunt i relacje z nim zostały oparte na starych, dobrych schematach, które mi się podobały, ale nie były wyjątkowo zaskakujące. Mam nadzieję, że te elementy zostaną rozwinięte w kolejnych tomach.



Sarah J. Maas umieściła swój świat we współczesnych czasach, ale wypełniła go magią, dzięki czemu nadal jest on wyjątkowy. Jest tu mnóstwo magicznych stworzeń, zarówno tych popularnych, jak i takich, których możecie nie znać. Wydaje się, że niczym nie może nas zaskoczyć, a jednak jest w tym wszystkim oryginalny i pomysłowy.

Bohaterowie Maas bardzo dużo przeklinają i chociaż wydaje mi się, że w drugiej części jest tego mniej, to myślę, że ta ilość powinna zostać zmniejszona o połowę.  Wulgaryzmy nie podkreślają dorosłości postaci. Często pojawiającym się zarzutem wobec tej pozycji, jest również to, że wszyscy są tam piękni. Czy tak jest? Owszem. Niby jeśli to świat idealnych, magicznych istot, to ich uroda nie powinna nikogo dziwić, ale pamiętajmy, że piękno jest pojęciem subiektywnym i każdy może je trochę inaczej postrzegać. Dodatkowo ja, jako czytelnik dostaję dokładny opis tych stworzeń i zupełnie nie przeszkadza mi ich perfekcyjny wygląd.

Księżycowe Miasto to pozycja, która trzyma w napięciu i nie pozwala się odłożyć. Kolejne strony zdradzają nowe tajemnice i pokazują nowe zagadki. Jak mogliście zauważyć w recenazjach Dworów czy Szklanego tronu raczej roztapiałam się z zachwytu, a teraz wymieniłam trochę niedociągnięć i wad, ale to nie znaczy, że to pozycja średnia, czy po prostu dobra. Podczas lektury bawiłam się rewelacyjnie i nie mogę się doczekać kolejnej części. Polecam 😊

Pozdrawiam cieplutko
Gosia

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Cześć Kochani!
Mam nadzieję, że wszyscy jesteście zdrowi i bezpieczni oraz często myjecie rączki. Aby umilić Wam ten czas, przygotowałam recenzję pokrzywowej maski do włosów Fitocosmetics, po której użyciu będą zazdrościli Wam włosów, niczym Fallon z "Dynastii" zazdrościła ich Cristal :D (oglądacie?)

Dostępność, cena i opakowanie pokrzywowej maski do włosów Fitocosmetics 


Maska jest ogólnodostępna w wielu drogeriach internetowych, ale nie tylko. Znalazłam ją nawet na stronie Empiku. Kosztuje +- 10 zł. Produkt zamknięty jest w małe wiaderko z rączką wykonane z dość twardego plastiku, więc jest całkiem porządne. Po jakimś czasie napisy z opakowania zaczęły się ścierać, a wieczko nie pełniło swojej funkcji tak dobrze, jak wcześniej, ale poza tym wszystko trzymało się całości, co jest zdecydowanie na plus.


Czy warto kupić pokrzywową odżywkę do włosów Fitocosmetics?

Wcześniej rzadko stosowałam odżywki, ponieważ moje włosy były ładne i bez nich. Jednak po pewnym czasie zaczęły tracić te walory, włosy zaczęły mieć tendencję do przesuszania i przestały wyglądać tak dobrze, więc postanowiłam wybrać sobie jakąś odżywkę. Kierowałam się głównie składem, który w tej masce okazał się całkiem przyzwoity. Głównie dlatego mój wybór padł właśnie na ten produkt i...

...okazał się strzałem w dziesiątkę!

Maska doskonale nawilża włosy, które po jej użyciu stały się miękkie, gładkie oraz lekkie i lśniące. Wyglądały o wiele lepiej niż wcześniej. Używałam jej, po prostu nakładając na długość włosów, ale także wczesując ją i polecam Wam ten drugi sposób. Początkowo nie byłam pewna, czy dobrze spłukuję kosmetyk z włosów, ponieważ były aż sztucznie śliskie i gładkie. Dodatkowym plusem jest przyjemny, delikatny zapach, a konsystencja produktu jest dość gęsta. Efekt na włosach utrzymuje się od jednego do dwóch dni, więc jeśli myjecie włosy w takim odstępie czasowym, będzie to jak najbardziej zadowalający efekt. Włosy po użyciu kosmetyku łatwiej się rozczesują i są mniej poplątane. 

Warto wspomnieć o... 

... dość niskiej wydajności. Nie mam bardzo długich włosów, a potrzebowałam dość sporej ilości kosmetyku na pokrycie całej długości. Dodatkowo opakowanie jest dosyć małe. Zużyłam już dwa i moje włosy chyba już się nią znudziły, ponieważ nie przynosi tak świetnych efektów, jak na początku. 

Myślę jednak, że...

...warto przetestować pokrzywową maskę na włosy Fitocosmetics i zobaczyć, czy u Ciebie też sprawdzi się tak dobrze, jak na moich włosach ❤️

Zachęcam serdecznie do zaobserwowania bloga, aby być na bieżąco! Już niedługo zaczynam nową, włosową serię, która może Cię zaciekawić!

Zapraszam Cię również do zaobserwowania naszego profilu na Instagramie, gdzie z Gosią działamy dosyć aktywnie. Dodajemy tam zdjęcia zapowiadające nasze posty, dzięki czemu będziecie wiedzieć o nich pierwsi! 😉 https://www.instagram.com/ogrod_zycia/

Warto też zerknąć na stronę na Facebooku
https://www.facebook.com/Goojko/

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Hejka! Ostatnio pisałam dla Was o Pierwszym Roku i chcę Wam powiedzieć o tej serii zdecydowanie więcej, bo jest o czym mówić. Niebawem pojawi się recenzja 3 i 4 tomu, a teraz zapraszam do poznania mojej opinii o Adeptce.




***OPIS***


Ryiah przetrwała próbny rok w Akademii Magii, ale dopiero teraz zaczyna się dla niej prawdziwa nauka.

Dziewczyna dostała się do wymarzonej frakcji bojowej, ale musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi, i wrogo nastawionej Priscilli. Sytuacji nie ułatwia też relacja z Darrenem, oscylująca między wrogością a sympatią, może nawet fascynacją…

Kiedy jeden z uczniów zostaje zabity w nieprzyjacielskim ataku, nauka schodzi jednak na dalszy plan. W powietrzu wisi wojna, być może Ryiah będzie musiała wykorzystać swoje umiejętności szybciej, niż sądziła.


***RECENZJA***


Seria ta jest zdecydowanie wyjątkowa na tle innych z tego gatunku. Mimo, że akcja nie wylewa się z każdej strony, to wszystko zostało tak zaplanowane i opisane, że nie da się oderwać od tych książek. Nie inaczej jest z Adeptką. Autorka stworzyła bardzo przemyślany świat, w którym wszystko skrupulatnie zmierza do pewnego celu.

Carter ma bardzo lekkie pióro i można przepowiedzieć, że przez książkę się płynie. Przeczytałam już całą serię i mogę powiedzieć, że historia została świetnie przemyślana, chociaż znacznie więcej swojego potencjału ujawni dopiero w kolejnym tomie. Poznajemy tu przeciwnika i chociaż fabuła bardzo mi się podobała, myślę, że można było dodać jakąś szokującą walkę, która wciśnie w fotel. Tak naprawdę każdy opisany etap życia naszej bohaterki jest bardzo ważny i sprawia, że odczuwane przez nas emocje w kolejnych tomach bardzo się nasilają.

Jesteśmy świadkami kolejnych etapów edukacji i szkolenia naszych bohaterów. Akcja Adeptki dzieje się na przestrzeni kilku lat i bardzo mnie to cieszy, gdyż z początku przeszkadzał mi wiek Ryiah. Zaakceptowałam go jeszcze w Pierwszym roku, ale jednak dobrze, kiedy zachowanie osoby dorosłej jest przypisane właśnie takiej postaci. Przyjmie widzieć rozwój głównej bohaterki, jak dojrzewa, rozwija swoje umiejętności i rosną jej ambicje.

Zarówno styl autorki, postacie, jak i fabuła rozwijają się z tomu na tom. Dziwię się, że tak długo ignorowałam tę serię, bo zdecydowanie jest godna uwagi. Polecam dla młodzieży, chociaż już tej trochę starszej :)

Muszę przyznać, że ciężko pisze mi się recenzję tej książki, widząc, jak ogromny postęp zrobi autorka w kolejnych tomach, bo ta książka była naprawdę  dobra, ale nad kolejnymi częściami dopiero można się rozpływać. Zaufajcie mi - warto. Jeśli czujecie, że jest to Wasz klimat - nie zastanawiajcie się i czytajcie.

Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrówka
Gosia

środa, 5 lutego 2020

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnej ciekawej młodzieżówki fantasy - zapraszam do czytania :)



***OPIS***


Opis na lubimy czytać różni się od tego na mojej książce. Polecam jednak zapoznać się z tym, bo ten brzmi lepiej i nie zdradza tak dużo :)

 ***RECENZJA***


Fantastyka to mój ulubiony gatunek, ale mam pewne wymagania, bo, nie oszukujmy się, wiele z tych książek to dokładne podążanie po utartych schematach. Jednak nawet opierając się na nich można stworzyć coś oryginalnego, co wciąga i nie pozwala się oderwać.

Pierwszy rok pokazuje historię plebejuszki, która stara się udowodnić swoją wartość i zostać maginią bojową w najlepszej szkole. Na koniec roku z tej frakcji zostanie wybrane 5 osób, które będą mogły kontynuować naukę. Nie ma tutaj większego zła, z którym trzeba walczyć, ale jednak jej szkolenie okazuje się bardzo ciekawe. Mordercze treningi, które okazują się mieć dużo sensu i skupiają się na trenowaniu konkretnych zdolności. Obserwujemy jej walkę z własnymi słabościami.

Bohaterowie może nie są tak genialni, jak w książkach Maas, ale zostali dobrze wykreowani, nie są płascy. Są ciekawi, mają własne poglądy i emocje.

Bardzo podoba mi się motyw walki o marzenia. Ryiah nie urodziła się l genialną maginią, która wyprzedza wszystkich w nauce, bo już wszystko wie i ma nieskończone pokłady mocy. Ona ciężko na to pracuje dniami i nocami, walczy ze słabościami.

Były momenty, które mnie zirytowały lub po prostu mi się nie spodobały. Nie mogłam przeżyć, że jej 15-letni brat bliźniak skrada serca kobiet i jest ich łamaczem, ale pomijając ten wiek, jego flirt jest niezbyt udany. Dodatkowo Ryiah za wszelką cenę chce chronić swoją przyjaciółkę przed zakochaniem się w nim. Z czasem jednak jakoś stało się to mniej rażące.
Jeśli ten wiek Was zaczął zniechęcać, bo kiedy go poznałam u mnie też pojawiły się wątpliwości, to zdradzę, że w 2 tomie jest trochę przeskoków w czasie, więc nie będzie do tylko historia dziewczynki.

Komu mogę polecić tę pozycję? Młodszej młodzieży zdecydowanie, ale starszej również może się spodobać. Aktualnie czytam 3 tom i mogę powiedzieć, że jest tylko lepiej. Styl autorki, który był lekki i przyjemny już w Pierwszym roku, rozwija się i czyta się to jeszcze lepiej. To samo tyczy się bohaterów i ich historii. Jestem bardzo zadowolona - polecam :)

Pozdrawiam ciepło
Gosia

wtorek, 28 stycznia 2020

Hejka! Dzisiaj zapraszam Was do recenzji bardzo dobrego debiutu, który wciągnie Was w świat jasnowidzów pracujących w tajnych organizacjach rządowych :)



***OPIS*** 

Teddy Cannon nie jest typową dwudziestokilkuletnią kobietą. Owszem, jest zaradna, bystra i pokręcona. Ale potrafi też z niesamowitą precyzją czytać ludzi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest prawdziwym medium.

Kiedy seria złych decyzji prowadzi Teddy do wpadki z policją, interweniuje tajemniczy nieznajomy. Zaprasza ją do złożenia podania do instytutu dla mediów, placówki ukrytej u wybrzeży San Francisco, gdzie studenci są szkoleni niczym pracownicy Delta Force: uczelnia ta jest konkurencyjna, bezwzględna i ściśle tajna. Studenci uczą się tam telepatii, telekinezy, umiejętności śledczych i taktyki SWAT. A jeśli przetrwają szkolenie, kontynuują służbę na najwyższych szczeblach władzy, wykorzystując swoje umiejętności do ochrony Ameryki i świata.

W grupie Teddy zaprzyjaźnia się z Lucasem, buntownikiem, który siłą woli umie wzniecić ogień i ma nad nim kontrolę; Jillian, hipsterką, która umie pośredniczyć w komunikacji między zwierzętami i ludźmi; oraz Molly, hakerką, która potrafi uchwycić stan emocjonalny innych osób. Ale gdy Teddy czuje, że być może wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi, zaczynają się dziać dziwne rzeczy: dochodzi do włamań, giną studenci i wiele więcej. Teddy przyjmuje niebezpieczną misję, która ostatecznie sprawi, że dziewczyna zacznie kwestionować wszystko – swoich wykładowców, rodzinę, a nawet samą siebie.

***RECENZJA***


Instytut to pozycja, która wprowadza na rynek czytelniczy świeżość i nowe pomysły. Sądzę, że książek w tym stylu jest bardzo niewiele. Tematyka jest nam na tyle nieznana, że autorka ma wiele możliwości na puszczenie wodzy fantazji. Na kartach tej powieści ukazuje ogromny potencjał głównej bohaterki, nad którym stara się ona zapanować. Archer dostaje ode mnie duży plus za to, że Teddy musi zapracować na każdy sukces. Myślę, że ten tom to zaledwie wstęp do magicznego świata, który zostanie jeszcze znacznie poszerzony i będzie zapierać dech w piersiach.

Jest to książka, która przyciąga uwagę swoją piękną okładką, ale oferuje nam znacznie więcej. Początek jest spokojny, jednak akcja z każdym kolejnym rozdziałem nabiera tempa, aż w końcu nie jesteśmy w stanie przerwać czytania.
Archer w ciekawy sposób łączy elementy fantastyczne z kryminalnymi, dodając tym dreszczyku emocji.



Elementem, nad którym radziłabym popracować autorce są bohaterowie. Zwłaszcza rozwinęłabym trochę przyjaciół Teddy. Mają oni różne nadprzyrodzone zdolności i dobrze byłby poświęcić im chwilę więcej i pozwolić czytelnikowi bardziej zachwycić się nimi i ich umiejętnościami.

Mam nadzieję, że się nie mylę, a Instytut to tylko czubek góry lodowej. Pole do popisu jest ogromne i liczę, że autorka je wykorzysta. Jeśli świat jasnowidzów Was zainteresował, to dajcie mu się wciągnąć i przeczytajcie Instytut.

Pozdrawiam ciepło
Gosia
Cześć Kochani!
Miałam plan dodać ten wpis wcześniej, ale niestety przypadkowo go usunęłam :( Jednak nie poddaję się i piszę jeszcze raz! Grudzień już dawno za nami, a co za tym idzie, koniec otwierania kalendarzy adwentowych. Miałyście jakiś i jakie macie wrażenia? Ja miałam przyjemność otwierać kalendarz adwentowy Makeup Revolution, w którym znalazłam aż 25 produktów. Nie zabrakło w nim pomadek, o których  napiszę w tym poście. Zapraszam do przeczytania!


Makeup Revolution amazing lipstick

Dostępność, opakowanie i cena pomadek Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres 

Pomadki pochodzą z kalendarza adwentowego Makeup Revolution i wydaje mi się, że te kolory zostały wyprodukowane na jego potrzeby. Kalendarze są jeszcze dostępne w wielu drogeriach internetowych, często w promocyjnych cenach. Poszukałam jednak zamienników w odcieniach tej samej serii, a są to:

Brązowa szminka: Makeup Revolution Nude Amazing Lipstick Rouge A Levres (4,90zł)
Różowa szminka: Makeup Revolution Dollhouse 116 Matte Lipstick (inna seria, około 25zł), Makeup Revolution Rouge 141 Matte Lipstick (inna seria, około 25zł).

Opakowane w plastik, wysuwa się, zamykany na "zatrzask" - standardowo ;).

Swatche pomadek makeup revolution

Kolor, aplikacja, pigmentacja i trwałość pomadek Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres 

Nie ukrywam, że na początku bardziej spodobał mi się brązowy odcień, jednak ku mojemu zaskoczeniu, na ustach wygląda zupełnie inaczej niż na dłoni, czy w opakowaniu. Wpada raczej w różowawe tony, co jednak nie zmienia faktu, że bardzo mi się podoba - taki kolorek na co dzień. Róż na swatchu wygląda identycznie jak na ustach i jest dość intensywny.

Carnation


Co do pigmentacji - nie mam zastrzeżeń, jest bardzo dobra, ale też nie za mocna, dzięki czemu aplikacja nie sprawia dużego problemu. Zdecydowanie bardziej precyzyjnym należy być przy nakładaniu różowej pomadki, jednak nie powoduje to większych kłopotów.

Makeup Revolution amazing lipstick rouge a levres


Trwałość oceniam jako dobrą. Z łatwością przetrwają lekkie posiłki. Niestety wysuszają usta, więc warto zadbać o odpowiednie nawilżenie, aby zapobiec brzydkiemu ścieraniu się i zmniejszyć do minimum suchość ust. Nie mam żadnego kłopotu ze zmyciem pomadki podczas demakijażu.

Czerwona koszula Sinsay

Czy warto kupić pomadki Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres?

Pomadki są całkiem przyjemne, idealne na co dzień, więc myślę, że warto zapoznać się z ofertą kolorów szminek  Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres. Co do całego kalendarza adwentowego - myślę, że był trafnym wyborem i mimo że adwent już się skończył, wielką frajdą będzie jego otwieranie, a zawartość jest naprawdę świetna! Dajcie znać, czy chętnie przeczytalibyście recenzję innych produktów z kalendarza. Chętnie poczytam Wasze komentarze :)

Do przeczytania!
Oliwia

Zapraszam Was do zaobserwowania naszego profilu na Instagramie, gdzie z Gosią dodajemy zdjęcia zapowiadające nasze posty, dzięki czemu będziecie wiedzieć o nich pierwsi! 😉 https://www.instagram.com/ogrod_zycia/ Zapraszam Was również do polubienia naszej strony na hasło Facebooku https://www.facebook.com/Goojko/



środa, 8 stycznia 2020

Hejka! Mam nadzieję, że rok 2020 zaczął się dla Was w cudowny sposób i mieliście czas na dobre książki. Ja, chodząc spać codziennie koło 2, nadrobiłam trochę czytelniczych zaległości i przeczytałam fantastyczne pozycje, o których w najbliższym czasie Wam opowiem. Dzisiaj zapraszam do recenzji Sadie :)



***OPIS***

Poznaj jedną z najpopularniejszych amerykańskich powieści roku 2018. Nominowana do Goodreads Choice Awards zajęła 2 miejsce na liście Best YA Fiction. Sięgnij po thriller YA, który zmrozi krew w Twoich żyłach.

Sadie nie ma łatwego życia. Dorastając bez rodziców, wychowuje swoją siostrę Mattie i choć życie ich nie rozpieszcza, najgorsze dopiero nadejdzie. 

Kiedy Mattie zostaje znaleziona martwa, cały świat Sadie się rozpada. Po nieudanym dochodzeniu policyjnym jest zdeterminowana, aby znaleźć zabójcę i wymierzyć mu sprawiedliwość.

West McCray, który prowadzi audycje radiowe poświęcone małym, zapomnianym miasteczkom w Ameryce, podsłuchuje historię Sadie na zapyziałej stacji benzynowej. Dziennikarz wkrótce zaczyna mieć obsesję na punkcie odnalezienia dziewczyny, która zaginęła w trakcie poszukiwań mordercy swojej siostry. Nagrywa podcast, w którym podąża śladami Sadie, starając się odkryć jej losy i odnaleźć ją samą, zanim będzie za późno.

 ***RECENZJA***


Największym plusem tej książki jest szczerości i prawdziwość - do bólu. Zero różowych okularów, farta, niespodziewanej radości. Historia Sadie jest ponura i pełna cierpienia, sprawia to, że bardzo trafia do czytelnika. Pokazuje brutalność tego świata, niesprawiedliwość i to niesamowicie urzeka. Sadie załamana utratą siostry, chce wymierzyć sama sprawiedliwość, a aby to osiągnąć musi zmierzyć się z wieloma trudnościami. Naprawdę było mi żal głównej bohaterki, bo opis jej czynów i emocji porusza, a także pewien brak nadziei na to, że jeszcze będzie dobrze. Dziewczyna po utracie wszystkiego, co kochała ma tylko jeden cel w życiu.

Książka została napisana w dość niecodzienny sposób. Na przemian z rozdziałami o Sadie, mamy te w formie podcastu o niej. Trochę obawiałam się tej formy i pochodziłam do niej sceptycznie, jednk szybko się przekonałam. Czytając ją odnosimy wrażenie, że uczestniczymy w śledztwie i depczemy bohaterce po piętach.

Sadie to mądra i silna dziewczyna. Mimo trudnego życia, starała się dać siostrze dzieciństwo, którego ona nie otrzymała. Bardzo kochała Mattie i widać to na kartach powieści, co jeszcze bardziej uzmysławia czytelnikowi odczuwane przez nią poczucie straty.

Pojawia się tylko jeden znaczący minus. Mimo, że kiedy oceniam poszczególne elementy tej pozycji i uważam, że zostały napisane bardzo dobrze, to kiedy patrzę na całość, muszę z przykrością stwierdzić, że czegoś mi zabrakło. Nie było tej iskierki, która nie pozwala odłożyć książki na bok nawet w najbardziej zapracowanym czasie. Mimo, że ostatnio miałam go naprawdę mało, to Sadie, nawet jak na takie standardy, czytałam bardzo długo. Niby bohaterka cały czas zmienia miejsce swojego pobytu, odkrywa nowe fakty itd. ale zabrakło mi tu paru szalonych zwrotów akcji bądź zaskoczeń, które wbijają w fotel.

Sadie ma ogromny potencjał, chociaż niestety widzę, że nie został w pełni wykorzystany. Myślę, że mogę ją polecić osobom, które lubią skupić się na tym, co dzieje się w głowie bohatera i nie przeszkadza im akcja, która przeważnie trzyma się na jednym poziomie. Jeśli lubicie czuć to charakterystyczne napięcie, to raczej nie jest pozycja dla Was.


Pozdrawiam ciepło
Gosia

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Dzień dobry!
Któż nie zna płynnych pomadek Maybelline Super Stay Matt Ink? Myślę, że słyszało o nich większość osób zainteresowanych kosmetycznym światem. Opinie na jej temat są różne, w większości spotkałam się z pozytywnymi. Jakie są Wasze odczucia odnośnie do tego produktu? Swoje przedstawiam w poniższej recenzji - zapraszam serdecznie do przeczytania!

Maybelline pomadka


Dostępność i cena płynnej pomadki Maybelline Super Stay Matt Ink. 

Produkt ten jest dostępny w wielu drogeriach - stacjonarnych, jak i internetowych. W Rossmannie zapłacimy za nią około 35 złotych, (aktualnie jest przeceniona na 22,50) zaś Cocolita obecnie oferuje je w cenie 25 złotych. Warto sprawdzić kilka miejsc przed zakupem, ponieważ ceny mogą się dość sporo różnić. Dodatkowo ten produkt często jest przeceniany, co też warto mieć na uwadze :). 

Maybelline Super Stay Matt Ink

Trwałość, kolor, pigmentacja i aplikacja płynnej pomadki Maybelline Super Stay Matt Ink. 

Kolor pomadki (mój to 130) różni się od widocznego na opakowaniu -  jest ciemniejszy, wpada w brąz. Na zdjęciach ta różnica nie jest dokładnie widoczna, jednak na ustach można ją dostrzec. Warto wziąć to pod uwagę przy wyborze koloru. Aplikator początkowo wydał mi się dość specyficzny, aczkolwiek okazał się być naprawdę wygodny w użyciu i precyzyjny. Myślę, że to niewątpliwie zaleta biorąc pod uwagę szybkość zastygania i trwałość produktu. Pomadka daje naprawdę duże krycie, jednak trochę wysusza usta, dlatego przed jej użyciem warto zadbać o odpowiednie nawilżenie. Kosmetyk naprawdę długo utrzymuje się na ustach - miewam problemy z jego zmyciem! Czy używając żelu do demakijażu, czy oleju - ciężko zmyć cały produkt z ust, więc w zestawie polecam Wam kupić bardzo dobry płyn do demakijażu :). 

Maybelline płynna pomadka

Czy warto kupić matową, płynną pomadkę Maybelline Super Stay Matt Ink? 


Uważam, że to bardzo dobry produkt i zdecydowanie najtrwalszy wśród wszystkich, które miałam okazję testować. Moim zdaniem - warto. Nada się idealnie na różne okazje, między innymi imprezę sylwestrową, czy Święta - utrzyma się na ustach bardzo długo!

Maybelline pomadka matowa

Życzę Wam zdrowych, wesołych, spokojnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie! ♥️☃️❄️🎄
Oliwia

czwartek, 12 grudnia 2019

Hejo(ho ho ho)! Święta coraz bliżej i mimo, że dodatnie temperatury nie oddają nam ich klimatu, możemy go stworzyć na wiele innych sposobów. Ja pierwszy raz w swoim życiu zabrałam się za typowo świąteczną książkę i chcę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.



***OPIS***

Idą święta, gęsi przybierają na wadze, jednak prawie półtora miliona lekarzy i pielęgniarek zatrudnionych w brytyjskiej publicznej służbie zdrowia będzie musiało stawić się w pracy także w Boże Narodzenie.

W tej książce Adam Kay wraca do swoich dzienników i dzieli się z czytelnikami komicznymi, choć niejednokrotnie poruszającymi historiami, które rozegrały się za błękitną kotarą w okresie świąt.

Świąteczny dyżur to list miłosny adresowany do wszystkich, którzy spędzają ten najpiękniejszy czas w roku na pierwszej linii frontu publicznej służby zdrowia, wyciągając zaklinowane bobasy i bombki z różnych otworów ciała pacjentek.

 ***RECENZJA***


Możliwe, że kojarzycie tego autora z bestsellerowej pozycji Będzie bolało. Ja byłam nią zainteresowana, ale jednak JESZCZE jej nie czytałam. Teraz już wiem, że koniecznie muszę nadrobić zaległości.

Świąteczny dyżur to dziennik, w którym Adam Kay opisuje swoje, naprawdę szokujące, przygody w pracy. Z humorem opowiada ciekawe sytuacje medyczne, jednocześnie dodając do tego trafny komentarz.

Język tej pozycji został idealnie dopasowany. Czyta się lekko, szybko i z prawdziwą przyjemnością. Jesteśmy świadkami sytuacji niezwykle zabawnych, ale, jak to bywa w szpitalu, również przygnębiających. Na szczęście Adam Kay tworzy dobry balans, a książka raczej skupia się na dostarczaniu nam tych weselszych emocji.

Myślę, że jest to Świąteczny dyżur jest zarówno dla młodzieży i dorosłych. Ja, jako osoba pragnąca zostać lekarzem, podchodziłam do niego z podwójną ciekawością. Faktycznie, ta pozycja może pomóc zderzyć się z realiami tego zawodu: ciekawa, lecz wymagająca praca oraz wyjątkowe dni w roku spędzone na oddziale. Jednak nawet jeśli na codzień nie jesteście zainteresowani medycyną i macie obawy, że może czegoś nie zrozumiecie, to możecie je szybko wyrzucić. Tak jak wspominałam język jest bardzo przystępny dla każdego, a jednocześnie, kiedy pojawia się jakiś trudniejszy termin, dostajemy przypis z wytłumaczeniem go. Nawet czytanie tych wyjaśnień jest przyjemne i ciekawe, dzięki odpowiedniemu słownictwu i umiejętnemu przedstawieniu. Serdecznie polecam :)

Pozdrawiam ciepło
Gosia