środa, 5 lutego 2020

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnej ciekawej młodzieżówki fantasy - zapraszam do czytania :)



***OPIS***


Opis na lubimy czytać różni się od tego na mojej książce. Polecam jednak zapoznać się z tym, bo ten brzmi lepiej i nie zdradza tak dużo :)

 ***RECENZJA***


Fantastyka to mój ulubiony gatunek, ale mam pewne wymagania, bo, nie oszukujmy się, wiele z tych książek to dokładne podążanie po utartych schematach. Jednak nawet opierając się na nich można stworzyć coś oryginalnego, co wciąga i nie pozwala się oderwać.

Pierwszy rok pokazuje historię plebejuszki, która stara się udowodnić swoją wartość i zostać maginią bojową w najlepszej szkole. Na koniec roku z tej frakcji zostanie wybrane 5 osób, które będą mogły kontynuować naukę. Nie ma tutaj większego zła, z którym trzeba walczyć, ale jednak jej szkolenie okazuje się bardzo ciekawe. Mordercze treningi, które okazują się mieć dużo sensu i skupiają się na trenowaniu konkretnych zdolności. Obserwujemy jej walkę z własnymi słabościami.

Bohaterowie może nie są tak genialni, jak w książkach Maas, ale zostali dobrze wykreowani, nie są płascy. Są ciekawi, mają własne poglądy i emocje.

Bardzo podoba mi się motyw walki o marzenia. Ryiah nie urodziła się l genialną maginią, która wyprzedza wszystkich w nauce, bo już wszystko wie i ma nieskończone pokłady mocy. Ona ciężko na to pracuje dniami i nocami, walczy ze słabościami.

Były momenty, które mnie zirytowały lub po prostu mi się nie spodobały. Nie mogłam przeżyć, że jej 15-letni brat bliźniak skrada serca kobiet i jest ich łamaczem, ale pomijając ten wiek, jego flirt jest niezbyt udany. Dodatkowo Ryiah za wszelką cenę chce chronić swoją przyjaciółkę przed zakochaniem się w nim. Z czasem jednak jakoś stało się to mniej rażące.
Jeśli ten wiek Was zaczął zniechęcać, bo kiedy go poznałam u mnie też pojawiły się wątpliwości, to zdradzę, że w 2 tomie jest trochę przeskoków w czasie, więc nie będzie do tylko historia dziewczynki.

Komu mogę polecić tę pozycję? Młodszej młodzieży zdecydowanie, ale starszej również może się spodobać. Aktualnie czytam 3 tom i mogę powiedzieć, że jest tylko lepiej. Styl autorki, który był lekki i przyjemny już w Pierwszym roku, rozwija się i czyta się to jeszcze lepiej. To samo tyczy się bohaterów i ich historii. Jestem bardzo zadowolona - polecam :)

Pozdrawiam ciepło
Gosia

wtorek, 28 stycznia 2020

Hejka! Dzisiaj zapraszam Was do recenzji bardzo dobrego debiutu, który wciągnie Was w świat jasnowidzów pracujących w tajnych organizacjach rządowych :)



***OPIS*** 

Teddy Cannon nie jest typową dwudziestokilkuletnią kobietą. Owszem, jest zaradna, bystra i pokręcona. Ale potrafi też z niesamowitą precyzją czytać ludzi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest prawdziwym medium.

Kiedy seria złych decyzji prowadzi Teddy do wpadki z policją, interweniuje tajemniczy nieznajomy. Zaprasza ją do złożenia podania do instytutu dla mediów, placówki ukrytej u wybrzeży San Francisco, gdzie studenci są szkoleni niczym pracownicy Delta Force: uczelnia ta jest konkurencyjna, bezwzględna i ściśle tajna. Studenci uczą się tam telepatii, telekinezy, umiejętności śledczych i taktyki SWAT. A jeśli przetrwają szkolenie, kontynuują służbę na najwyższych szczeblach władzy, wykorzystując swoje umiejętności do ochrony Ameryki i świata.

W grupie Teddy zaprzyjaźnia się z Lucasem, buntownikiem, który siłą woli umie wzniecić ogień i ma nad nim kontrolę; Jillian, hipsterką, która umie pośredniczyć w komunikacji między zwierzętami i ludźmi; oraz Molly, hakerką, która potrafi uchwycić stan emocjonalny innych osób. Ale gdy Teddy czuje, że być może wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi, zaczynają się dziać dziwne rzeczy: dochodzi do włamań, giną studenci i wiele więcej. Teddy przyjmuje niebezpieczną misję, która ostatecznie sprawi, że dziewczyna zacznie kwestionować wszystko – swoich wykładowców, rodzinę, a nawet samą siebie.

***RECENZJA***


Instytut to pozycja, która wprowadza na rynek czytelniczy świeżość i nowe pomysły. Sądzę, że książek w tym stylu jest bardzo niewiele. Tematyka jest nam na tyle nieznana, że autorka ma wiele możliwości na puszczenie wodzy fantazji. Na kartach tej powieści ukazuje ogromny potencjał głównej bohaterki, nad którym stara się ona zapanować. Archer dostaje ode mnie duży plus za to, że Teddy musi zapracować na każdy sukces. Myślę, że ten tom to zaledwie wstęp do magicznego świata, który zostanie jeszcze znacznie poszerzony i będzie zapierać dech w piersiach.

Jest to książka, która przyciąga uwagę swoją piękną okładką, ale oferuje nam znacznie więcej. Początek jest spokojny, jednak akcja z każdym kolejnym rozdziałem nabiera tempa, aż w końcu nie jesteśmy w stanie przerwać czytania.
Archer w ciekawy sposób łączy elementy fantastyczne z kryminalnymi, dodając tym dreszczyku emocji.



Elementem, nad którym radziłabym popracować autorce są bohaterowie. Zwłaszcza rozwinęłabym trochę przyjaciół Teddy. Mają oni różne nadprzyrodzone zdolności i dobrze byłby poświęcić im chwilę więcej i pozwolić czytelnikowi bardziej zachwycić się nimi i ich umiejętnościami.

Mam nadzieję, że się nie mylę, a Instytut to tylko czubek góry lodowej. Pole do popisu jest ogromne i liczę, że autorka je wykorzysta. Jeśli świat jasnowidzów Was zainteresował, to dajcie mu się wciągnąć i przeczytajcie Instytut.

Pozdrawiam ciepło
Gosia
Cześć Kochani!
Miałam plan dodać ten wpis wcześniej, ale niestety przypadkowo go usunęłam :( Jednak nie poddaję się i piszę jeszcze raz! Grudzień już dawno za nami, a co za tym idzie, koniec otwierania kalendarzy adwentowych. Miałyście jakiś i jakie macie wrażenia? Ja miałam przyjemność otwierać kalendarz adwentowy Makeup Revolution, w którym znalazłam aż 25 produktów. Nie zabrakło w nim pomadek, o których  napiszę w tym poście. Zapraszam do przeczytania!


Makeup Revolution amazing lipstick

Dostępność, opakowanie i cena pomadek Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres 

Pomadki pochodzą z kalendarza adwentowego Makeup Revolution i wydaje mi się, że te kolory zostały wyprodukowane na jego potrzeby. Kalendarze są jeszcze dostępne w wielu drogeriach internetowych, często w promocyjnych cenach. Poszukałam jednak zamienników w odcieniach tej samej serii, a są to:

Brązowa szminka: Makeup Revolution Nude Amazing Lipstick Rouge A Levres (4,90zł)
Różowa szminka: Makeup Revolution Dollhouse 116 Matte Lipstick (inna seria, około 25zł), Makeup Revolution Rouge 141 Matte Lipstick (inna seria, około 25zł).

Opakowane w plastik, wysuwa się, zamykany na "zatrzask" - standardowo ;).

Swatche pomadek makeup revolution

Kolor, aplikacja, pigmentacja i trwałość pomadek Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres 

Nie ukrywam, że na początku bardziej spodobał mi się brązowy odcień, jednak ku mojemu zaskoczeniu, na ustach wygląda zupełnie inaczej niż na dłoni, czy w opakowaniu. Wpada raczej w różowawe tony, co jednak nie zmienia faktu, że bardzo mi się podoba - taki kolorek na co dzień. Róż na swatchu wygląda identycznie jak na ustach i jest dość intensywny.

Carnation


Co do pigmentacji - nie mam zastrzeżeń, jest bardzo dobra, ale też nie za mocna, dzięki czemu aplikacja nie sprawia dużego problemu. Zdecydowanie bardziej precyzyjnym należy być przy nakładaniu różowej pomadki, jednak nie powoduje to większych kłopotów.

Makeup Revolution amazing lipstick rouge a levres


Trwałość oceniam jako dobrą. Z łatwością przetrwają lekkie posiłki. Niestety wysuszają usta, więc warto zadbać o odpowiednie nawilżenie, aby zapobiec brzydkiemu ścieraniu się i zmniejszyć do minimum suchość ust. Nie mam żadnego kłopotu ze zmyciem pomadki podczas demakijażu.

Czerwona koszula Sinsay

Czy warto kupić pomadki Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres?

Pomadki są całkiem przyjemne, idealne na co dzień, więc myślę, że warto zapoznać się z ofertą kolorów szminek  Makeup Revolution Amazing Lipstick Rouge A Levres. Co do całego kalendarza adwentowego - myślę, że był trafnym wyborem i mimo że adwent już się skończył, wielką frajdą będzie jego otwieranie, a zawartość jest naprawdę świetna! Dajcie znać, czy chętnie przeczytalibyście recenzję innych produktów z kalendarza. Chętnie poczytam Wasze komentarze :)

Do przeczytania!
Oliwia

Zapraszam Was do zaobserwowania naszego profilu na Instagramie, gdzie z Gosią dodajemy zdjęcia zapowiadające nasze posty, dzięki czemu będziecie wiedzieć o nich pierwsi! 😉 https://www.instagram.com/ogrod_zycia/ Zapraszam Was również do polubienia naszej strony na hasło Facebooku https://www.facebook.com/Goojko/



środa, 8 stycznia 2020

Hejka! Mam nadzieję, że rok 2020 zaczął się dla Was w cudowny sposób i mieliście czas na dobre książki. Ja, chodząc spać codziennie koło 2, nadrobiłam trochę czytelniczych zaległości i przeczytałam fantastyczne pozycje, o których w najbliższym czasie Wam opowiem. Dzisiaj zapraszam do recenzji Sadie :)



***OPIS***

Poznaj jedną z najpopularniejszych amerykańskich powieści roku 2018. Nominowana do Goodreads Choice Awards zajęła 2 miejsce na liście Best YA Fiction. Sięgnij po thriller YA, który zmrozi krew w Twoich żyłach.

Sadie nie ma łatwego życia. Dorastając bez rodziców, wychowuje swoją siostrę Mattie i choć życie ich nie rozpieszcza, najgorsze dopiero nadejdzie. 

Kiedy Mattie zostaje znaleziona martwa, cały świat Sadie się rozpada. Po nieudanym dochodzeniu policyjnym jest zdeterminowana, aby znaleźć zabójcę i wymierzyć mu sprawiedliwość.

West McCray, który prowadzi audycje radiowe poświęcone małym, zapomnianym miasteczkom w Ameryce, podsłuchuje historię Sadie na zapyziałej stacji benzynowej. Dziennikarz wkrótce zaczyna mieć obsesję na punkcie odnalezienia dziewczyny, która zaginęła w trakcie poszukiwań mordercy swojej siostry. Nagrywa podcast, w którym podąża śladami Sadie, starając się odkryć jej losy i odnaleźć ją samą, zanim będzie za późno.

 ***RECENZJA***


Największym plusem tej książki jest szczerości i prawdziwość - do bólu. Zero różowych okularów, farta, niespodziewanej radości. Historia Sadie jest ponura i pełna cierpienia, sprawia to, że bardzo trafia do czytelnika. Pokazuje brutalność tego świata, niesprawiedliwość i to niesamowicie urzeka. Sadie załamana utratą siostry, chce wymierzyć sama sprawiedliwość, a aby to osiągnąć musi zmierzyć się z wieloma trudnościami. Naprawdę było mi żal głównej bohaterki, bo opis jej czynów i emocji porusza, a także pewien brak nadziei na to, że jeszcze będzie dobrze. Dziewczyna po utracie wszystkiego, co kochała ma tylko jeden cel w życiu.

Książka została napisana w dość niecodzienny sposób. Na przemian z rozdziałami o Sadie, mamy te w formie podcastu o niej. Trochę obawiałam się tej formy i pochodziłam do niej sceptycznie, jednk szybko się przekonałam. Czytając ją odnosimy wrażenie, że uczestniczymy w śledztwie i depczemy bohaterce po piętach.

Sadie to mądra i silna dziewczyna. Mimo trudnego życia, starała się dać siostrze dzieciństwo, którego ona nie otrzymała. Bardzo kochała Mattie i widać to na kartach powieści, co jeszcze bardziej uzmysławia czytelnikowi odczuwane przez nią poczucie straty.

Pojawia się tylko jeden znaczący minus. Mimo, że kiedy oceniam poszczególne elementy tej pozycji i uważam, że zostały napisane bardzo dobrze, to kiedy patrzę na całość, muszę z przykrością stwierdzić, że czegoś mi zabrakło. Nie było tej iskierki, która nie pozwala odłożyć książki na bok nawet w najbardziej zapracowanym czasie. Mimo, że ostatnio miałam go naprawdę mało, to Sadie, nawet jak na takie standardy, czytałam bardzo długo. Niby bohaterka cały czas zmienia miejsce swojego pobytu, odkrywa nowe fakty itd. ale zabrakło mi tu paru szalonych zwrotów akcji bądź zaskoczeń, które wbijają w fotel.

Sadie ma ogromny potencjał, chociaż niestety widzę, że nie został w pełni wykorzystany. Myślę, że mogę ją polecić osobom, które lubią skupić się na tym, co dzieje się w głowie bohatera i nie przeszkadza im akcja, która przeważnie trzyma się na jednym poziomie. Jeśli lubicie czuć to charakterystyczne napięcie, to raczej nie jest pozycja dla Was.


Pozdrawiam ciepło
Gosia

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Dzień dobry!
Któż nie zna płynnych pomadek Maybelline Super Stay Matt Ink? Myślę, że słyszało o nich większość osób zainteresowanych kosmetycznym światem. Opinie na jej temat są różne, w większości spotkałam się z pozytywnymi. Jakie są Wasze odczucia odnośnie do tego produktu? Swoje przedstawiam w poniższej recenzji - zapraszam serdecznie do przeczytania!

Maybelline pomadka


Dostępność i cena płynnej pomadki Maybelline Super Stay Matt Ink. 

Produkt ten jest dostępny w wielu drogeriach - stacjonarnych, jak i internetowych. W Rossmannie zapłacimy za nią około 35 złotych, (aktualnie jest przeceniona na 22,50) zaś Cocolita obecnie oferuje je w cenie 25 złotych. Warto sprawdzić kilka miejsc przed zakupem, ponieważ ceny mogą się dość sporo różnić. Dodatkowo ten produkt często jest przeceniany, co też warto mieć na uwadze :). 

Maybelline Super Stay Matt Ink

Trwałość, kolor, pigmentacja i aplikacja płynnej pomadki Maybelline Super Stay Matt Ink. 

Kolor pomadki (mój to 130) różni się od widocznego na opakowaniu -  jest ciemniejszy, wpada w brąz. Na zdjęciach ta różnica nie jest dokładnie widoczna, jednak na ustach można ją dostrzec. Warto wziąć to pod uwagę przy wyborze koloru. Aplikator początkowo wydał mi się dość specyficzny, aczkolwiek okazał się być naprawdę wygodny w użyciu i precyzyjny. Myślę, że to niewątpliwie zaleta biorąc pod uwagę szybkość zastygania i trwałość produktu. Pomadka daje naprawdę duże krycie, jednak trochę wysusza usta, dlatego przed jej użyciem warto zadbać o odpowiednie nawilżenie. Kosmetyk naprawdę długo utrzymuje się na ustach - miewam problemy z jego zmyciem! Czy używając żelu do demakijażu, czy oleju - ciężko zmyć cały produkt z ust, więc w zestawie polecam Wam kupić bardzo dobry płyn do demakijażu :). 

Maybelline płynna pomadka

Czy warto kupić matową, płynną pomadkę Maybelline Super Stay Matt Ink? 


Uważam, że to bardzo dobry produkt i zdecydowanie najtrwalszy wśród wszystkich, które miałam okazję testować. Moim zdaniem - warto. Nada się idealnie na różne okazje, między innymi imprezę sylwestrową, czy Święta - utrzyma się na ustach bardzo długo!

Maybelline pomadka matowa

Życzę Wam zdrowych, wesołych, spokojnych świąt spędzonych w rodzinnym gronie! ♥️☃️❄️🎄
Oliwia

czwartek, 12 grudnia 2019

Hejo(ho ho ho)! Święta coraz bliżej i mimo, że dodatnie temperatury nie oddają nam ich klimatu, możemy go stworzyć na wiele innych sposobów. Ja pierwszy raz w swoim życiu zabrałam się za typowo świąteczną książkę i chcę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.



***OPIS***

Idą święta, gęsi przybierają na wadze, jednak prawie półtora miliona lekarzy i pielęgniarek zatrudnionych w brytyjskiej publicznej służbie zdrowia będzie musiało stawić się w pracy także w Boże Narodzenie.

W tej książce Adam Kay wraca do swoich dzienników i dzieli się z czytelnikami komicznymi, choć niejednokrotnie poruszającymi historiami, które rozegrały się za błękitną kotarą w okresie świąt.

Świąteczny dyżur to list miłosny adresowany do wszystkich, którzy spędzają ten najpiękniejszy czas w roku na pierwszej linii frontu publicznej służby zdrowia, wyciągając zaklinowane bobasy i bombki z różnych otworów ciała pacjentek.

 ***RECENZJA***


Możliwe, że kojarzycie tego autora z bestsellerowej pozycji Będzie bolało. Ja byłam nią zainteresowana, ale jednak JESZCZE jej nie czytałam. Teraz już wiem, że koniecznie muszę nadrobić zaległości.

Świąteczny dyżur to dziennik, w którym Adam Kay opisuje swoje, naprawdę szokujące, przygody w pracy. Z humorem opowiada ciekawe sytuacje medyczne, jednocześnie dodając do tego trafny komentarz.

Język tej pozycji został idealnie dopasowany. Czyta się lekko, szybko i z prawdziwą przyjemnością. Jesteśmy świadkami sytuacji niezwykle zabawnych, ale, jak to bywa w szpitalu, również przygnębiających. Na szczęście Adam Kay tworzy dobry balans, a książka raczej skupia się na dostarczaniu nam tych weselszych emocji.

Myślę, że jest to Świąteczny dyżur jest zarówno dla młodzieży i dorosłych. Ja, jako osoba pragnąca zostać lekarzem, podchodziłam do niego z podwójną ciekawością. Faktycznie, ta pozycja może pomóc zderzyć się z realiami tego zawodu: ciekawa, lecz wymagająca praca oraz wyjątkowe dni w roku spędzone na oddziale. Jednak nawet jeśli na codzień nie jesteście zainteresowani medycyną i macie obawy, że może czegoś nie zrozumiecie, to możecie je szybko wyrzucić. Tak jak wspominałam język jest bardzo przystępny dla każdego, a jednocześnie, kiedy pojawia się jakiś trudniejszy termin, dostajemy przypis z wytłumaczeniem go. Nawet czytanie tych wyjaśnień jest przyjemne i ciekawe, dzięki odpowiedniemu słownictwu i umiejętnemu przedstawieniu. Serdecznie polecam :)

Pozdrawiam ciepło
Gosia

sobota, 28 września 2019

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Jeziora Ciszy, którego akcja dzieje się w świecie Innych, ale nie musicie znać poprzednich tomów. Ja byłam właśnie taką osobą, zobaczcie czy jestem chętna sięgnąć po kolejne części :)

***OPIS*** 


W ramach ugody rozwodowej Vicki DeVine przejmuje stary ośrodek nad Jeziorem Ciszy w miasteczku, które nie jest kontrolowane przez ludzi. Miejsca takie jak Sprężynowo nie są oddzielone od terenów Innych − dominujących drapieżników, które rządzą większością lądu i wszystkimi akwenami na świecie. A kiedy nie ma granic, nigdy nie wiadomo, co cię obserwuje… 

Vicki ma nadzieję na rozpoczęcie nowego życia, jednak gdy Aggie Wrona – jej zmiennokształtna lokatorka – znajduje martwego człowieka, zaczynają się problemy. Śledczy chcą zrzucić na Vicki winę za śmierć mężczyzny, chociaż dowody jednoznacznie wskazują na to, że zabiła go siła inna niż ludzka. Czy Vicki i jej przyjaciele znajdą odpowiedzi na nawarstwiające się pytania? Jedno jest pewne − aby przeżyć, będą musieli poświęcić wszystko, co mają.

Na terytorium kontrolowanym przez Innych – wampiry, zmiennokształtnych i jeszcze bardziej śmiercionośne istoty paranormalne – ludzkie prawa nie obowiązują. I ludzie nigdy, przenigdy nie powinni o tym zapominać…


***RECENZJA***


Myślę, że w zdecydowanej większości przypadków, kiedy seria okazuje się hitem, a autorowi bardzo spodobał się przypływ gotówki, dostrzega on rozwiązanie w napisaniu dodatku do serii. Czasem opisuje dalsze losy bohaterów,  a czasem zupełnie nową historię w tym samym uniwersum i to właśnie zrobiła Bishop. Do tej pory wszystkie "bonusy", które czytałam, były gorsze, dlatego mocno się do nich zniechęciłam. Jeśli nie była to twórczość mojego ulubionego autora, to po prostu omijamłam takie pozycje, bo uważam to za skok na kasę. Jednakże za serię Inni chciałam zabrać się już dawno temu, do tej pory się nie udało, dlatego zdecydowałam się poznać tę autorkę właśnie od tej książki. Powiem tak: jeśli to jest gorsze od serii głównej, to koniecznie muszę się z nią zapoznać.

Cieszę się, że Jezioro Ciszy było dla mnie odrębną historią i nie porównywałam pewnych elementów do pozostałych książek. Nie wiem czy uda mi się jeszcze gdzieś spotkać tych bohaterów, trochę w to wątpię, i bardzo nad tym ubolewam, bo zostali świetnie wykreowani. Bishop wprowadziła do swojego świata ogromny miks istot nadprzyrodzonych, ale jednocześnie nie tworzy przy tym bałaganu. Wampiry, Żywioły, Starsi i do tego jeszcze zmiennokszatni, a to i tak nie wszystko. Dzięki temu jest niesamowicie magicznie, wyjątkowo i niepowtarzalnie. Bohaterowie są bardzo klimatyczni, mają swoje zdanie, swój sposób myślenia. Vicki odbiega trochę od wzoru mojej idealnej głównej bohaterki, która jest silna i działa. Jednocześnie plan autorki właśnie na tym polegał, żeby była ona zwyczajną, pulchną i niską kobietą, która została skrzywdzona przez męża. Nie była złą postacią, miałam kilka razy drobne zarzuty do jej zachowania na początku, ale później było już tylko lepiej.

Historia ta wciągnęła mnie już od pierwszych stron, jednak do połowy akcja nie była płynna. Raz przyspieszała, potem potrafiła zwolnić. Później się rozkręciła już naprawdę porządnie, nie chciałam odkładać jej na bok, a poziom magii rósł równomiernie razem z nią.

Anne Bishop pisze w sposób lekki i przyjemny, a jednocześnie trzyma poziom. Umiejętnie łączy ze sobą humor z trzymającą w napięciu akcją, a momentami nawet mrokiem.

Czy polecam? Zdecydowanie. Komu? Myślę, że to dobra pozycja zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych. Jeśli, tak jak ja, nie mieliście jeszcze styczności z twórczością tej autorki i światem Innych, to polecam zacząć właśnie od tej pozycji. Zobaczycie czy styl Bishop Wam odpowiada i zdecydujecie, czy chcecie kontynuować tę historię. Ja czuję, że mam kaca książkowego i bardzo chciałabym sięgnąć po kolejny tom.

Pozdrawiam serdecznie
Gosia

poniedziałek, 23 września 2019

Cześć Kochani!
Dawno mnie tutaj nie było i mam nadzieję, że jednak nie będę zaczynała tak każdego wpisu na blogu ;D. W ostatnim czasie trochę podróżowałam. Odwiedziłam wiele pięknych miejsc. Zdecydowałam się pokazać Wam kilka z nich. W tej stylizacji pozuję na tle praskiego ogrodu Wallensteina. Nie ukrywam, że miałam dodać ten czas dawno temu... Przynajmniej możecie ujrzeć trochę lata w te chłodne dni! :D


Ostatnio założyłam konto w aplikacji H&M i jeśli także lubicie robić zakupy w tej sieciówce, serdecznie Wam polecam jej zainstalowanie. Co jakiś czas pojawiają się w niej nowe rabaty, dzięki którym wydacie mniej pieniędzy na zakupy. Znajdziecie tam również konkursy, czy ciekawe akcje promocyjne.


Historia zakupu sukienki, którą widzicie na zdjęciach jest lekko ciekawa :D. Myślałam o jej zakupie będąc jeszcze w Polsce. Niestety okazało się, że mój rozmiar jest niedostępny. Znalazłam ją w jednej z drezdeńskich galerii. Pewna, że moje umiejętności językowe są na takim poziomie, abym dała radę dokonać zakupu, podeszłam do kasy. Wszystko szło spokojnie, używałam najbardziej podstawowych zwrotów. Jednak później sprzedawca zapytał (jak się później okazało) o to, czy chciałabym torbę innym słowem niż znam... Podobno moja mina była bezcenna :) Szybko jednak przeszliśmy na angielski i sytuacja skończyła się pomyślnie :D.



Zegarek, który widzicie na zdjęciu pochodzi ze strony Daniel Wellington. Już bardzo dawno temu wpadł mi w oko. Około pół roku temu otrzymałam go w prezencie, ale to chyba pierwsza stylizacja, w której możecie go zobaczyć. Szukałam podobnych zegarków innych firm lecz ten jest dla mnie idealny. Zdecydowanie preferuję srebro niż złoto, cechuje się delikatnością. Wybrałam najmniejszy rozmiar tarczy - 28 mm. Bardzo podoba mi się połączenie srebrnego paska z białą tarczą. Inne zegarki, które sprawdzałam miał tak zwaną jedną wadę, a ten okazał się być strzałem w dziesiątkę. 


Cóż bym Wam jeszcze mogła opowiedzieć... Dostałam się do mojej wymarzonej szkoły i właśnie zaczynam czwarty tydzień nauki. Mimo że mam bardzo dużo nauki, mi się w niej podoba! Miłego dnia! Oliwia 

wtorek, 13 sierpnia 2019

Hej! Ta recenzja powstaje już drugi raz, gdyż, kiedy ją już skończyłam, ona postanowiła wyparować mimo wielokrotnego zapisywania. Wojna domowa miała załatać moje serce po Endgame. Uwielbiam filmy Marvela, jednakże nie czytałam żadnego komiksu, a to na jego podstawie powstała ta książka. Moje ewentualne porównania będą w stosunku do tego, co widziałam na ekranie.



***OPIS*** 

Niesamowita historia o konflikcie w Uniwersum Marvela!
Iron Man i Kapitan Ameryka stanowią trzon Avengersów, najlepszej grupy superbohaterów. Kiedy w wyniku tragicznej potyczki miasto Stamford doznaje wielkich zniszczeń i giną setki jego mieszkańców, rząd USA domaga się, by wszyscy superbohaterowie zdjęli maski i zarejestrowali swoje supermoce. Tony Stark — Iron Man — uważa, że to przykra, ale konieczna decyzja. Kapitan Ameryka traktuje ją zaś jako nieakceptowalny zamach na wolności obywatelskie.
Tak rozpoczyna się wojna domowa.
Oficjalna powieść Uniwersum Marvela na motywach kultowego komiksu, którego sprzedaż przekroczyła pół miliona egzemplarzy.

***RECENZJA***


Kiedy dowiedziałam się, że zostanie wydana, nie mogłam się doczekać wizyty listonosza i byłam bardzo podekscytowana. W takim razie powinnam bardzo szybko przeczytać tę pozycję, prawda? Pewnie tak, ale niestety trochę mnie męczyła.

Nie jestem fanką długich opisów, jednak czytając tę książkę, czułam się, jakby autor co jakiś czas przypominał sobie, że nie widzimy stron komiksu i dodawał kilka słów, żeby nakreślić sytuację, jednak dla mnie to było za mało, żeby się wczuć. Wojna domowa jest zdecydowanie bardziej skierowana do młodszego odbiorcy i, niestety, mimo szybkiego czytania, traci na tym.



Dodatkowo cechy bohaterów zostały wyolbrzymione. Nie wiem, jak jest w komiksach, ale w stosunku do tego, co widzimy w filmach zostali przerysowani. Jest ich dużo, dlatego dokładne opisanie ich jest trudniejsze, ale autor nie sprostał zadaniu. Nie odczuwa się z nimi żadnej więzi.

Jest grupa ludzi, której mogę polecić tę książkę. Jeśli jesteście fanami komiksów, to może Wam się ona spodobać. Na stronie fanów Marvela na Facebooku widziałam post na jej temat i opinie były raczej pozytywne. Ktoś nawet powiedział, że tłumaczy dodatkowe informacje. Może też spodobać się dzieciom i to niezależnie czy lubią komiksy, czy filmy, bo wiadomo, że one od książek oczekują czegoś innego.

Ja Wojnę domową porównywałam do tego, co zobaczyłam na ekranie i jeśli tak jak ja jesteście miłośnikami kinowego Marvela, ale lubicie też dobrą literaturę, to odradzam. Chyba zainwestuję w jakieś komiksy, więc możecie mi doradzić od czego zacząć :)

Pozdrawiam ciepło
Gosia






sobota, 10 sierpnia 2019

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją W skali od 1 do 10. Moją uwagę zwróciła jej okładka, która jest prosta, ale jednocześnie ciekawa (tylko niestety nie ma skrzydełek). Jednakże dużo bardziej zaintrygowała mnie jej treść. Bardzo interesuje mnie człowiek, jego psychika i sposób myślenia, nawet chciałam kiedyś zostać psychiatrą. Zapraszam więc do poznania mojej opinii.



***OPIS*** 

Niezwykle prawdziwa, poruszająca historia o mrocznych stronach osobowości, przyjaźni i wybaczeniu samemu sobie.
Po próbie samobójczej siedemnastoletnia Tamar trafia do szpitala psychiatrycznego dla nastolatków. Dziewczyna przez lata się samookaleczała, zmagała się z ogromną nienawiścią do samej siebie i próbowała topić rozpacz w alkoholu. W trakcie pobytu poznaje wiele osób z różnymi chorobami. Zaprzyjaźnia się zwłaszcza z dwójką z nich: Jasperem, chłopakiem, który ma anoreksję, oraz Elle – nastolatką z chorobą afektywną dwubiegunową.
W szpitalu nieustannie musi tam odpowiadać na pytania lekarzy: Dlaczego zaczęła się samookaleczać? Co sprawiło, że zaczęła się nienawidzić? Jak się czuje, w skali od 1 do 10? Jest jednak jedno najważniejsze pytanie, na które Tamar nie jest w stanie odpowiedzieć nawet samej sobie: czy jest winna śmierci swojej przyjaciółki Iris?

***RECENZJA***



Tematyka poruszana w książce jest bardzo trudna. Główna bohaterka trafia na oddział szpitala z ludźmi, których problemy psychiczne nie sprawiają, że nie mają oni kontaktu z rzeczywistością. Nie jest to miejsce z horroru, tylko placówka, która leczy chorych ludzi. Myślę, że społeczeństwu często tak się to kojarzy.



W skali napisana jest w bardzo lekki sposób, często jest nawet, powiedziałabym, pogodnie. Na YouTube oglądałam kilka filmów ludzi, którzy znaleźli się w szpitalu psychiatrycznym i nie wspominają oni raczej tego miejsca, jako coś złego, ich odczucia są wręcz pozytywne. Oczywiście nie mówię za wszystkich, tylko o opinii kilku osób. Jednakże pojawiają się tu pewne zwroty akcji, sytuacje straszne, ale sposób ich opisania pozostaje bardzo delikatny i właśnie w tym momencie brakuje mroku. Czyta się te fragmenty trochę zbyt lekko.

Relacje między bohaterami zostały pokazane również w pozytywny sposób. Mimo miejsca i sytuacji, w jakiej się znaleźli, nadal pozostają nastolatkami i mają swoje szalone pomysły. Słyszałam, że w szpitalu psychiatrycznym ludzie znajdowali przyjaciół, bo te osoby się wzajemnie rozumieją, nie muszą przed sobą niczego udawać, więc wierzę, że jest to bardzo prawdziwe.



Książkę czytało mi się szybko i przyjemnie, dzięki czemu moje ostateczne odczucia w stosunku do niej są pozytywne, jednakże na pewno nie zostanie ona na długo w mojej pamięci. Myślę, że tak poważna i ważna tematyka powinna zostać zgłębiona i starannie opisana.

Komu mogę polecić tę pozycję? Myślę, że może się ona spodobać nastolatkom (ok. 15 lat), które są zainteresowane tym tematem, chcą zobaczyć, w niewielkim stopniu, jak wygląda i funkcjonuje szpital psychiatryczny. Nie są to pełne opisy, które wiele wyjaśnią, nie wiem, czy są w pełni rzetelne, ale można stąd czerpać podstawową wiedzę.