Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2022

 Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym tomem Królestwa Nikczemnych, które recenzowałam dla Was niedawno. Doczekaliśmy się premiery kolejnej części po kilku miesiącach, co jest świetną wiadomością i pozwala mieć nadzieję, że może jeszcze w tym roku poznamy dalszą część tej historii. Zapraszam do poznania mojej opinii o Królestwie Przeklętych.

 

***OPIS*** 

 

Dwór Gniewu miał być dla niej tylko przystankiem w drodze do dworu Pana Pychy. Ale wszystko potoczyło się inaczej, niż zakładała.

Emilia di Carlo, siostra bliźniaczka zamordowanej Vittorii, przybywa do Królestwa Siedmiu Kręgów - krainy piekieł, którą włada siedmiu demonicznych braci, książęta Pychy, Gniewu, Zazdrości, Łakomstwa, Chciwości, Lenistwa i Nieczystości. Jest przekonana, że pierwszy z nich, król demonów, oczekuje jej na swoim dworze, by podjąć jak swoją narzeczoną, a potem wziąć za żonę. Zdeterminowana, by odszukać winnych śmierci siostry, wierzy, że na dworze Pana Pychy będzie miała możliwość prowadzenia śledztwa. Książę Gniewu - sojusznik w świecie ludzi, a teraz jej przewodnik - pomaga Emilii wejść do krainy podziemi i przedostać się przez Korytarz Grzechu, a później gości ją na swoim dworze. To ma być tylko przystanek w drodze do Dworu Pychy, chwilowy pobyt.

Sprawy jednak przybierają zupełnie inny obrót, niż oczekiwała dziewczyna.

Co się wydarzy w gościnie u Pana Gniewu? Jakie magiczne więzi odkryje Emilia? Czy poślubi Księcia Pychy?

 


 

***RECENZJA*** 

Myślę, że dzisiaj od razu mogę rozpocząć pozytywnym akcentem i powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z lektury i uważam, że ten tom jest lepszy od poprzedniego. Może to wynikać z tego, że przenosimy się do Królestwa Nikczemnych, zwiedzamy z Emilią różne kręgi grzechów oraz inne piekielne obszary. Zawsze lubiłam poznawać fantastyczne krainy razem z bohaterami, im dalej od realności i codzienności, tym dla mnie lepiej, dlatego właśnie ten obcy świat z jego własnymi zasadami tak mnie wciągnął. 


Relacja Emilii i Gniewu jest skomplikowana, ale co dla mnie ciekawe, zmusza mnie do innej perspektywy i aspekty, które zwykle uznaję za frustrujące, tutaj postrzegam jako ciekawe urozmaicenie fabuły. Żadne z nich nie złożyło oficjalnej deklaracji uczuć, widzimy tworzące się między nimi napięcie, a jednak nie mają oni pewności, czy mogą sobie wzajemnie ufać, dlatego starają się rozwiązywać problemy i snuć własne intrygi w pojedynkę. Normalnie zaczełabym narzekać, że brakuje tu szczerej rozmowy, która by rozwiązała wiele trudności i cóż - to prawda, ale nie mogę zaprzeczyć, że piekielna atmosfera stanowi pewne wyjaśnienie.

Postać Pana Gniewu ewoluuje, możemy ją lepiej poznać. Myślę, że wiele odbiorców będzie zadowolonych, bo chociaż ukazuje on również swoje dobre oblicze, to nie traci swojego charakteru. Nadal jest jedynym z książąt piekielnych i chociaż nie jest bezduszny, to autorka nie stara się go gloryfikować.


Dodatkowo ich relacja nadal jest na etapie tworzenia się i wzajemnego poznawania, co jest moim ulubionym okresem wszystkich wątków romantycznych. Początki, kiedy bohaterowie rzucają kąśliwe uwagi, sarkastyczne komentarze, to czas, w którym bawię się najlepiej. 


Jak na moje preferencje jest to dość cienka książka - ma 448 stron, a najbardziej cieszy mnie, kiedy tych stron w dobrych pozycjach jest 600 lub więcej. Uważam, że Królestwo Przeklętych naprawdę mogłoby być grubsze, bo chociaż lubię fantasy z wątkiem miłosnym, to tutaj autorka poświęciła mu dużo uwagi, a żeby to zrównoważyć dobrze by było w bardziej rozbudowany sposób wyjaśnić pewne magiczne problemy, niektóre rzeczy nadal nie są dla mnie do końca jasne. Lubię, kiedy wszystko jest dla mnie klarowne, lubię rozumieć, dlaczego coś się stało, a tutaj rodzą się we mnie pytania i chciałabym poznać na nie odpowiedzi. Z chęcią też bym jeszcze lepiej poznała wykreowany tutaj świat, kolejne rozdziały w nim byłyby dla mnie przyjemnością.


Królestwo Przeklętych to pozycja, od której nie mogłam się oderwać, której czytanie pozwala mi się zrelaksować i daje dużo przyjemności. Seria ta trafi również pewnie do mojej topki ulubionych książek tego roku. Polecam!




Królestwo Przeklętych możecie kupić w księgarni Tania Książka,a jeśli nie jesteście przekonani do tej pozycji, zapraszam do poprzednich recenzji i przejrzenia oferty książek dla młodzieży w księgarni.

 

Miłego czytania

Gosia 

 

współpraca barterowa 

 

piątek, 15 lipca 2022

 Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z drugą, najbardziej wyczekiwaną przeze mnie pozycją tego roku. Pierwszą był pierwszy tom tej serii - Krew i popiół. Moja ekstrakcja tym tytułem była przeogromna, jeszcze nigdy nie osiągnęła ona takiego stopnia, a po lekturze tylko wzrosła. Była to pierwsza książka, której końcówkę czytałam krótko po zakończeniu czytania całości i wracałam do niej i poszczególnych fragmentów jeszcze kilka razy. 


 ***OPIS***

Wszystko może runąć w jednej chwili. Kiedy złudzenia opadły, pojawiła się bolesna rzeczywistość. Wszystko, w co Poppy wierzyła wcześniej, okazało się kłamstwem. Bardzo dotknęło ją również to, że mężczyzna, którego kochała, podawał się za kogoś zupełnie innego. Zrozpaczona i uprowadzona podstępem dziewczyna zadaje sobie istotne pytanie. Kim jest bez welonu Panny? Znalazła się w miejscu, w którym wszyscy widzą w niej jedynie symbol znienawidzonego królestwa. Czy w tym nowym świecie może w ogóle na kogoś liczyć? Kto tutaj jest właściwie sojusznikiem, a kto wrogiem?

Wśród wszystkich, z którymi ma do czynienia, najbardziej nieodgadniony jest on - Casteel Da'Neer. To książę Atlantii. Poppy jest nim zafascynowana. Mroczny i niebezpieczny, kusi ją, oferując wszystko, czegokolwiek zapragnie. Tyle że Poppy zdaje sobie sprawę, że jeśli mu zaufa, okaże się to błędem. Książę ma swoje plany wobec niej, a jeśli jego zamiary się powiodą, to losy obojga mogą połączyć się w zaskakujący sposób. Niewykluczone, że doprowadzi nawet do zmiany historii królestw. Czy Poppy zdoła oprzeć się jego urokowi? Jest jakakolwiek szansa na to, że uda jej się z tego wybrnąć?

 


***RECENZJA***

Po przeczytaniu pierwszego tomu pojawił się we mnie pewien zgrzyt moralny spowodowany brutalnością Hawka (Casteela) oraz obwieszczeniem ślubu bez uprzedniego zadania pewnego zasadniczego pytania Poppy. Elementy te zostały wyjaśnione, nie oznacza to mojej aprobaty, ale jestem w stanie zrozumieć motywacje. Nie rzutowały one też na mój odbiór całości w negatywny sposób. 


Poppy jest absolutnie cudownie wykreowaną bohaterką - cięty język, sarkazm i brak strachu odnośnie wyrażania swojej opinii, czyli moje idealne połączenie. Uwielbiam ją, to jak nie straciła ducha w pierwszym tomie, jej siłę, wytrwałość, umiejętności. Poznawanie historii z jej perspektywy, to dla mnie prawdziwa przyjemność. 
Casteela porównuje się do Rhysanda i w tym tomie (pomijając początek - nadal uważam, że takie sceny oraz te z pierwszej części nie są w stylu Rhysa) rzeczywiście go przypomina, czyli jest ideałem. Czy mi to przeszkadza? No cóż - nie. Jest to bohater stworzony by kraść serca czytelniczek. Nie stał się on jeszcze moim książkowym ulubieńcem, co nie zmienia faktu, że naprawdę bardzo go lubię.
Mamy również okazję poznać bliżej Kierana, który również wzbudził moją sympatię. Jest on typowym książkowym przyjacielem, który potrafi rzucić kąśliwym żartem, a jednocześnie jest wsparciem. 


Wydaje mi się, że akcji w tej części jest trochę mniej, ale mimo to, nie mogłam się oderwać od tej pozycji. Czytałam ją z zapartym tchem i ciężko było mi się pogodzić, że pół roku czekania starczyło mi na dwie doby przyjemności.
Kiedy jednak sceny walk się pojawiały, to były one bardzo obrazowo opisane i tylko bardziej uniemożliwiały oderwanie się od lektury.
Więcej uwagi autorka poświęca odbudowaniu relacji, w której zniszczone zostało zaufanie. Tutaj pojawia się mankament tej pozycji - kiedy bohaterowie mówią "możemy poudawać" zamiast porozmawiać szczerze o swoich uczuciach. Motyw udawania w literaturze jest dla mnie frustrujący, ale na pewno znajdzie swoich fanów.


W tej pozycji odkrywamy nowe tajemnice, lepiej poznajemy świat, a mimo to, wydaje się, że prawdziwa akcja dopiero przed nami, a autorka nas jeszcze wiele razy zaskoczy. Myślałam, że Krew i popiół to wprowadzenie do czegoś większego, okazuje się jednak, że Królestwo ciała i ognia to tylko mocniejsze odchylenie kurtyny przed ukazaniem całego potencjału.


Czy jest to pozycja bez skazy? Nie, ale rzadko kiedy czerpię taką przyjemność z lektury. Jestem zachwycona i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Polecam serdecznie!

Pamiętajcie, że są to książki dla dorosłych odbiorców 😉


Królestwo ciała i ognia możecie zakupić w księgarni Tania Książka, a jeśli nie jesteście przekonani do tej pozycji, zapraszam do poprzednich recenzji i przejrzenia oferty książek fantasy w księgarni.


Zaczytanego dnia
Gosia


Współpraca barterowa 

środa, 1 czerwca 2022

 Hejka, dzisiaj przychodzę do Was z recenzją najnowszej pozycji Sarah J. Maas. Kto jest tu ze mną od dłuższego czasu, na pewno wie, że jej książki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Właśnie swoją premierę ma druga część drugiego tomu, także zapraszam do poznania mojej opinii o całości.

OPIS: Bryce Quinlan i Hunt Athalar próbują wrócić do normalności. Bohaterowie, którzy uratowali Księżycowe Miasto, są zmęczeni. Po dramatycznych wydarzeniach marzą o normalnym życiu. Pragną zwolnić tempo. Pomyśleć o sobie. O przyszłości.

Asteri do tej pory dotrzymywali słowa, zostawiając tych dwoje w spokoju. Jednakże w miarę narastania buntu przeciwko Asteri władcy nasilają represje. Kiedy Bryce, Hunt i ich przyjaciele zostają wciągnięci w plany rebeliantów, stają przed wyborem: milczeć, gdy inni są uciskani, albo walczyć o to, co słuszne. Pokorne milczenie nigdy nie było ich specjalnością…

W krwistej, zmysłowej i pełnej akcji kontynuacji bestsellerowego Domu Ziemi i Krwi Sarah J. Maas snuje porywającą opowieść o świecie bliskim eksplozji oraz o jego mieszkańcach, którzy zrobią wszystko, aby go ocalić. 


 

Uwielbiam świat kreowany przez Maas, w tym tomie poznajemy jego genezę. W przypadku Księżycowego Miasta opinie są sporne, jedni uważają, że jest to brak oryginalności, ja natomiast sądzę, że wykorzystanie fantastycznych postaci i nazw z różnych źródeł, legend jest bardzo ciekawe. Dzięki temu zwiększona zostaje różnorodność. Przeważnie autorzy ograniczają się do jednej lub dwóch ras, ewentualnie inne pojawiają się w tle. Tutaj urozmaicenie i mnogość gatunków jest znacznie większa, ale jednocześnie nie odbieram jej jako przytłaczającej.


Podczas lektury mamy okazję lepiej poznać naszych bohaterów, gdyż narracja prowadzona jest z różnych perspektyw. Zabieg ten został dobrze zrealizowany, każdy wprowadza do fabuły osobne wątki, które ją wzbogacają, a ze strony Bryce nie mielibyśmy szans ich poznać. Dzięki temu moje przywiązanie do wielu postaci znacząco wzrosło - fragmenty ze swojego życia, problemy, przemyślenia, relacje zostały dobrze i ciekawie rozpisane.


Uwielbiam lekkie pióro Maas, podoba mi się wszystko, co spod niego wyjdzie, nawet jeśli nie są to wyjątkowe efekty specjalne. Nie martwcie się jednak - w tej pozycji akcja pędzi, ilość wątków i rzeczy, które się wydarzyły jest ogromna i ciężko przerwać czytanie. Jestem ogromnie szczęśliwa, że pisze ona takie cegły, bo przyjemność trwa znacznie dłużej. Okazuje się też, że autorka nadal potrafi zaskoczyć, gdyż ważną rolę odgrywa tu ciekawy wątek kryminalny, czego zupełnie się nie spodziewałam. Pojawiają się nowe pomysły, fakty, problemy, postacie, które zapewniają powiew świeżości.


Na plus również znaczące zmniejszenie ilości przekleństw w stosunku do poprzedniego tomu. Nadal się one pojawiają, ale nie są już tak rażące.

Na minus - ilość i jakość scen erotycznych - jak do tej pory jest to najsłabsza książka Maas pod tym względem. Czasem mnie one bawiły, czasem powodowały wywracanie oczami. Chociaż myślę, że momenty, kiedy w mojej głowie pojawiało się wielkie i jakże elokwentne "XD" mogły zostać celowo zaplanowane.


Nie jest to pozycja bez wad, ale czytanie książek Sarah J. Maas daje mi wielką przyjemność i pozwala zapomnieć o rzeczywistości. Dodatkowo fani autorki będą zachwyceni zakończeniem i na pewno razem ze mną będziecie wyczekiwać kolejnej części. Będzie ona wyzwaniem, żeby dobrze i sensownie poprowadzić fabułę, ale jeśli to się uda - możliwości dalszego rozwoju będą ogromne.

8/10


Pozdrawiam

Gosia 



Współpraca barterowa 






sobota, 19 marca 2022

 Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Snując zmierzch, czyli kontynuacji Tkając świt. Sięgnęłam po tę dylogię, gdyż promowana była jako połączenie Project Runway i Mulan. Tak jak to pierwsze nie było dla mnie żadnym argumentem, tak Mulan uwielbiam całym sercem, a bajka towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo, dlatego teraz z radością sięgnęłam po wersję dla starszych czytelników.


Krótko o 1 tomie: pochłonęłam tę książkę błyskawicznie i z wielką radością. Przeżyłam jednak mały zawód, że Maia nie została wojowniczką, którą była Mulan. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby nie miało to sensu, przeciwnie, ciężko wierzyć, że dziewczyna z wioski władająca igłą, zostanie mistrzynią miecza. Podobała mi się pasja i zawzięcie głównej bohaterki, która stawiana była przed wielkimi wyzwaniami. Przez recenzje zachwalające, jakim crushem stał się Edan i jaki jest niesamowity, moje oczekiwania względem niego znacząco wzrosły i przyznaję, że spodziewałam się czegoś trochę innego. Mimo to, wątek miłosny oceniam na plus, chociaż nie stał się moim ulubionym. Bardzo podobała mi się baśniowa i magiczna otoczka tej historii. 

 

A teraz zapraszam do recenzji Snując zmierzch :)


***OPIS*** 

Droga Mai Tamarin do uszycia sukien ze słońca, księżyca i gwiazd nie obyła się bez wielkich poświęceń. Dziewczyna wraca do królestwa na skraju wojny. Edan – chłopak, którego kocha, odszedł, a ona zmuszona jest włożyć kolejne przebranie i potajemnie zająć miejsce przyszłej żony cesarza.

Jednak szalejąca wokół Mai wojna jest niczym w porównaniu z jej wewnętrzną bitwą. Od chwili kiedy dotknął jej demon Bandur, zmysły dziewczyny powoli nikną: jej oczy zaczynają świecić na czerwono, traci także kontrolę nad magią i ciałem. To tylko kwestia czasu, zanim Maia całkowicie się zatraci i stanie demonem. Ale nawet to nie powstrzyma jej, by znaleźć Edana, chronić swoją rodzinę i zaprowadzić pokój w A’landi!

Zakazany romans, wielkie tajemnice i mroczne intrygi? Fani Young Adult Fantasy będą zachwyceni tą historią!

 


 


***RECENZJA***

Podchodziłam do tej pozycji z dużą ciekawością ze względu na recenzje, które mówiły, że ma ona więcej mroku niż poprzedni tom. Dla mnie był to duży plus, ponieważ w Tkając świt trochę mi tego brakowało. W tej części stajemy się obserwatorami walki Mai z samą sobą i jej wewnętrznym demonem. Bardzo spodobał mi się ten zabieg, dzięki któremu widzimy walkę nie tylko na polu bitwy, ale również ciała, serca i duszy głównej bohaterki.


W tym momencie muszę wspomnieć, że wątek miłosny zaczęłam odbierać znacznie bardziej pozytywnie. Edan był miodem na moje serce, kiedy trwał przy swojej wybrance, której ciało zmieniało się w demona, a on nadal potrafił dostrzec jej dobro i osobę, która walczyła, żeby jak najdłużej pozostać sobą. Może to słodkie, naiwne, dziecinne, ja jednak dałam się zauroczyć jego determinacji, żeby jej pomóc, dlatego w tym tomie, wątek ten znacznie bardziej przypadł mi do gustu i kartkowałam książkę, szukając jego imienia i nie mogąc się doczekać kolejnych scen z nim.


Historię tę postrzegam jako bardzo baśniową, dlatego jestem w stanie wybaczyć autorce pewne naciągane sytuacje. W jednej scenie walki szczególnie zwróciłam uwagę na nieścisłość, ale to, jaką wagę do niej przyłożycie, czy odbierzecie ją negatywnie czy neutralnie, zależne jest od tego, jak postrzegacie całość. W przypadku LOPIW nieścisłości było dużo więcej, a dodatkowo spodziewałam się poziomu high fantasy, stąd moja krytyka. 


To właśnie Snując zmierzch reklamowałabym jako książkę inspirowaną Mulan, gdyż mimo że w poprzednim tomie Maia przebiera się za chłopaka, to właśnie w tym staje się wojowniczką walczącą ze swoimi słabościami i za kraj, z czym kojarzy mi się moja ulubiona postać. Dzięki mocom sukni oraz swojej demonicznej części, jest w stanie zdziałać znacznie więcej w boju, a jednocześnie staje się ważniejszą postacią również dla bohaterów dzierżących władzę.


Styl Elizabeth Lim jest bardzo przystępny dla czytelnika, książkę czyta się szybko i z lekkością. Mimo bajkowego klimatu nie jest to infantylna historia, dzięki czemu uważam, że przyjemność z lektury mogą czerpać osoby w szerokim zakresie wiekowym. Jest to pozycja zarówno dla młodzieży, jak i wszystkich starszych czytelników, którzy lubią takie klimaty.
 
 
Polecam tę dylogię. Na pewno umili Wam ona kilka wieczorów. Teoretycznie nie wpisuje się ona idealnie w mój gust, gdyż preferuję trochę poważniejsze fantasy z większą ilością intryg czy mroku, a jednak te dwa krótkie tomu sprawiają, że robi mi się ciepło na sercu i będę je wspominać bardzo dobrze.
 
 
Snując zmierzch możecie zamówić w księgarni Tania Książka ,a jeśli nie jesteście przekonani do tej pozycji, zapraszam do poprzednich recenzji i przejrzenia oferty książek dla młodzieży w księgarni.
 
 
Miłej lektury 
Gosia
 
 
 współpraca barterowa

środa, 15 grudnia 2021

 Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z drugim tomem Trylogii mistrza magii, więc jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części, to kliknijcie tutaj i zapoznajcie się z recenzją Mrocznego wymiaru :)


 

   


***OPIS*** 

 

Clio i Lira muszą odzyskać śmiercionośną broń. W niepowołanych rękach Sikor zniszczy świat, jaki oboje znają. Jednak Clio może mieć o wiele poważniejsze problemy na głowie. W sercu nimfy zaczyna rodzić się bardzo niebezpieczne uczucie. Coraz trudniej jest jej walczyć z tym niecodziennym przyciąganiem. Doskonale jednak zdaje sobie sprawę, że inkuby nie znają miłości i nie są w stanie nikogo pokochać. Nigdy.

W pogoni za niebezpieczną bronią, każdego dnia ryzykując życie, nimfa będzie musiała bardzo uważać, żeby nie stracić swojego serca. Cena jest wyższa, niż się tego spodziewa.

 

 


***RECENZJA***


Muszę przyznać, że po przeczytaniu opisu tej książki jęknęłam w duchu. Bałam się, że bohaterowie od nowa będą się bawić w podchody, a w mojej głowie już się kreowały wizje niektórych scen typu:

*Dramatyczny ton*

"- Tak bardzo cię kocham!

- Ja ciebie też, poświęcę dla ciebie życie.

Nie wiedziałam, czy mogłam mu wierzyć - przecież inkuby są niezdolne do miłości. Na pewno mu się wydaje, nie mogę dać się oszukać i pozwolić na złamanie mego kruchego serca"

Mam nadzieję, że dobrze przedstawiłam Wam moje obawy 🤣. Uwielbiam romanse w książkach fantasy, a szczególnie relacje "hate-love", ale jestem w stanie się bez nich obyć. Nie lubię natomiast, kiedy bohaterowie niejako odblokowują kolejne poziomy relacji, a następnie robią dwa kroki w tył. Na szczęście takich rozważań nie było dużo, jednakże zdarzyły sytuacje, że dochodziło do jakiegoś zbliżenia między nimi, a rozdział kończył się myślami w stylu "muszę uważać" czy "to nie może się powtórzyć". Nie lubię takiego zachowania. W poprzedniej recenzji chwaliłam realizm tych postaci, ale akurat te dylematy wydają mi się przesądzone. Mimo tych obaw nie cofali się oni w swojej relacji, także ten element mojej niepokojącej wizji się nie sprawdził.


Podczas lektury odniosłam nawet wrażenie, że tego romansu było mało. Pierwszy raz w życiu zadałam sobie pytanie: "czy akcji może być za dużo?". Clio i Lira nie mięli zbyt wiele czasu na rozmowy oraz zbliżenie się do siebie, bo ciągle coś się dzieje. Śmiertelne zaklęcie pełne jest pościgów, walk i innych komplikacji. Mimo to, nie usuwałabym żadnych scen, a raczej kilka dodała. Chciałabym, żeby między tymi wszystkimi zawirowaniami bohaterowie mieli czas na rozmowę i nadanie głębi ich relacji.

 

Podtrzymuję moją opinię, że opisy walk napisane są przystępnie, obrazowo i ciekawie. Wyobrażenie ich sobie nie stanowi dla czytelnika żadnego problemu. Są wystarczająco długie, żeby zainteresować, ale nie na tyle, żeby męczyć czy nudzić.

Możemy też zaobserwować rozwój Clio, która z niewinnej i trochę niezdarnej nimfy, zaczyna być bardziej stanowcza, a jej działania potężniejsze i groźniejsze.


Styl Annette Marie pozostaje bardzo przyjemny w odbiorze, lekki i prosty - idealny na spokojny wieczór z książką. Chociaż brakowało mi kilku "normalnych" rozmów, to ilość akcji jest wciągająca i ciężko przerwać czytanie, kiedy ciągle coś się dzieje.


Uważam, że pierwsze 3/4 tej pozycji utrzymuje poziom i to na tej części bawiłam się najlepiej. Na końcówce niestety zabrakło mi trochę logiki w postępowaniu Clio - miała możliwości rozwiązać problem, ale nie wykorzystała szansy, a nawet kilku na poprawę sytuacji. W tym tomie swobodnie rzuca różne przydatne zaklęcia, a w kluczowym momencie zapomina z nich skorzystać, np. autorka sama rzuciła sobie kłody pod nogi kreując zaklęcie paraliżujące - świetna sprawa, jeden czar, a twój przeciwnik przestaje stanowić zagrożenie. Problem jest jednak taki, że gdyby tak wszystkich paraliżować, to książka byłaby nudna, ale jednocześnie czytelnik nie zapomina o tej magicznej możliwości i kiedy widzi, że bohater, któremu kibicuje przegrywa, w głowie wyje alarm, żeby w końcu jej użyła, bo to, że tego nie robi, jest pozbawione sensu. 


Moje narzekania nie oznaczają jednak, że bawiłam się źle podczas lektury. Uważam, że Śmiertelne zaklęcie cierpi na kompleks drugiego tomu, co jednak nie oznacza, że jest słabe. Mroczny wymiar oceniałam na 8/10, a ten tom 7/10, jednakże chcę się z Wami szczerze podzielić moimi wrażeniami. Jeśli pierwsza część spełniła Wasze wymagania, myślę, że warto kontynuować lekturę.



Śmiertelne zaklęcie możecie zamówić w księgarni TaniaKsiążka.pl, a jeśli nie jesteście przekonani do tej pozycji, zapraszam do poprzednich recenzji i przejrzenia oferty książek dla młodzież w księgarni..

 

Pozdrawiam ciepło

Gosia

 

współpraca barterowa